podróże

Hello London

Hello,

dziś chcę Wam opowiedzieć trochę o mojej podróży do Londynu, w którą wybrałam się razem z mężem w mojej przerwie między semestralnej na uczelni. Mieliśmy okazję wybrać się na wakacje bez córki więc zamiast leżenia na plaży postawiliśmy na intensywne zwiedzanie. Jako, że nie możemy odnaleźć swojego miejsca, w którym byśmy mogli stwierdzić, że to nasze miejsce na ziemi to aktualnie pomieszkujemy u moich rodziców i myślimy gdzie się podziać. Po głowie chodzą nam różne pomysły a jednym z nich jest Londyn. Postanowiliśmy więc się tam wybrać, odwiedzić znajomych i zobaczyć jaki jest naprawdę, bo słyszeliśmy dużo różnych opinii na jego temat. Cała podróż trwała 11 dni, z czego na dwie noce zrobiliśmy wypad do Mainz pod Frankurtem (tym nad Menem), również odwiedzić znajomych 😉

IMG_6063

Do Londynu z Wrocławia i z powrotem lecieliśmy Rayanairem, natomiast z Londynu do Frankfurtu i  Frankfurtu do Londynu Lufthansą i muszę przyznać, że nigdy więcej nie zdecydujemy się na lot Rayanairem. Ja jak do tej pory miałam wcześniej tylko raz okazję lecieć samolotem, ale był to lot czarterowy więc wyglądało to zupełnie inaczej. Zdecydowaliśmy się na Rayanaira przez liczne plotki jak to można polecieć za parę groszy. Otóż można, pod warunkiem, że nie ma się ograniczeń czasowych i leci się bez bagażu. Natomiast my lecieliśmy na 11 dni o takiej porze roku, że nie mogliśmy sobie pozwolić na podróż tylko i wyłącznie z bagażem podręcznym. Tak więc po wykupieniu przelotu, opłaceniu bagażu i wykupieniu miejsc tak żeby lecieć w miarę komfortowo wyszła cena zbliżona do LOTu. I uważam, że warto dopłacić parę złotych ale lecieć w normalnych warunkach bez stresu.

Lecąc do Londynu mieliśmy założenie żeby zobaczyć te najbardziej znane punkty miasta, pokazywane we wszystkich przewodnikach, ale nie chcieliśmy spędzić też całego wyjazdu na chodzeniu po muzeach, mimo iż oboje lubimy sztukę. Zdecydowaliśmy się na Odwiedziny w National Gallery, Vitoria & Albert Museum, do Muzeum historii naturalnej weszliśmy tylko zobaczyć tego słynnego na cały świat dinozaura. Postanowiliśmy tam po prostu wrócić z Tośką za jakiś czas, jak będzie starsza i wtedy na spokojnie obejść całość. Najwięcej czasu poświęciliśmy muzeum TATE modern, byliśmy tam aż trzy razy w ciągu całego pobytu. Jest to muzeum sztuki współczesnej umieszczone w przepięknym surowym budynku. W środku można natomiast zobaczyć na ekspozycji stałej dzieła takich artystów jak Picasso, Andy Warhol, Marcel Duchamp, Piet Mondrian, Magdalena Abakanowicz i wielu innych. Dodatkowo muzeum organizuje wystawy czasowe. My mieliśmy okazję zobaczyć obszerną ekspozycję Alexandra Caldera, który był przedstawicielem sztuki kinetycznej. Niestety na tej wystawie był zakaz robienia fotografii, ale tym którzy go nie znają zachęcam do zapoznania się z postacią, tworzył naprawdę ciekawe rzeczy.

W drodze do TATE mieliśmy okazję poobserwować artystę rzeźbiącego w piasku na plaży

Tate Modern i Magdalena Abakanowicz

Chcieliśmy odwiedzić również galerie sztuki współczesnej Serpentine Gallery oraz Sastchi Gallery, ale niestety w jednej była zmiana ekspozycji, a w drugiej trwały przygotowania do London Fashion Week.

Widzieliśmy oczywiście Big Bena, Buckingham Palace, Westminster Palace, poszliśmy na London Bridge Byliśmy na London Eye żeby zobaczyć miasto z góry. Musieliśmy odczekać oczywiście swoje w kolejce i wcale nie uważam, że było warto. Generalnie preferujemy zwiedzanie chodząc ulicami miasta wyznaczając jedynie cel, lecz nie konkretną trasę, przez co niejednokrotnie nadrobiliśmy drogi, ale uważam to za najlepszy sposób poznania miasta. Większe odległości pokonywaliśmy metrem, które jest super rozwiązane i zaprojektowane a jazda nim to sama przyjemność a poza tym chodziliśmy chodziliśmy i jeszcze raz chodziliśmy przez co średnio dziennie pokonywaliśmy 14 km. Nogi nas bolały ale było warto!

Big Ben w oddali i London Eye

Metro

Zwiedziliśmy sporo dzielnic. Poczynając od City, czyli mieście w centrum miasta, które rządzi się swoimi prawami. Jest to zbiorowisko biurowców, takie londyńskie Wall Street ;), poprzez Waterloo, które urzekło nas swoją prostotą i spokojem tam panującym.

Waterloo

Soho pełne uroczych kawiarni i wypełnione mnóstwem sklepów i butików. Ale samo słynne Oxford Street nie zrobiło na mnie jakiegoś większego wrażenia, no może poza butikiem Vivienne Westwood 😉 Ujęła nas natomiast ulica Carnaby Street i zakątek o nazwie  Kingly Court – dziedziniec pełen knajpek, przesycony muzyką i pozytywną energią.

IMG_6150IMG_6188

Pięknie przyozdobione China Town wypełnione knajpami i restauracjami zarówno tradycyjnymi chińskimi jak i w wersji współczesnej. My skusiliśmy się na restaurację serwującą tradycyjne seczuańskie potrawy, między innymi kacze języki w papryczkach pepperoni, które odważył się zamówić mój Fabian i zjadł je z apetytem komentując, że mogłyby mieć więcej mięsa 😉

Kolejną dzielnicą było  Camden Town, gdzie mieści się słynny Camden Market gdzie można zjeść jedzenie z budki, napić się grzanego wina i znaleźć ubrania w każdym stylu, odwiedzić sklepy vintage, ale również kupić ręczne wyroby często tworzone na miejscu na oczach przechodniów, myślę że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Zaraz obok rzemieślnika robiącego piękne skórzane torby zapadł mi w pamięć jeden sklep, który nazywa się CYBERDOG, sklep, w którym od rana trwa impreza, głośna muzyka zachęca pracowników do tańca w balkonikach pod sufitem, jest dość ciemno a wiele elementów dekoracji jest fluorescencyjnych. Sprzedawcy są ubrani w lateks i nikogo nie dziwą niebieskie włosy czy białe soczewki na oczach takie, przez które nie widać źrenic. Można tam kupić lateksowe stroje, ale również różnego rodzaju akcesoria i gadżety. Wszystko plastikowe i kolorowe. Obowiązywał tam zakaz robienia zdjęć ale jedno ukradkiem udało mi się zrobić.

Zrobiliśmy również spacer przez Hyde Park, gdzie widzieliśmy budynek zaprojektowany przez Zahę Hadid oraz przez Chelsea, najbogatszą dzielnicę Londynu, gdzie co drugi samochód na ulicy to Porshe.

Chelsea

Serpentine Gallery i kawiarnia projektu Zahy Hadid

Hyde Park

Zajrzeliśmy również do Harrodsa, najbardziej eksluzywnej galerii handlowej wypełnione wszystkimi najbardziej znanymi światowymi markami. Ale nie oglądaliśmy tam ubrań tylko wnętrza, obeszliśmy wszystkie piętra żeby zobaczyć jak całość jest zaaranżowana i jest przepięknie po prostu.

Obowiązkowo Notting Hill w którym zauroczyłam się totalnie. Jest dokładnie tak jak sobie wyobrażałam, piękne kolorowe drzwi do domów, stragany na ulicy, piękne sklepiki, spójne od A do Z. Jak butik z angielskimi wełnianymi wyrobami, to wnętrze w pasującym do tego stylu a za kasą anglik z pięknym angielskim akcentem ubrany w ubrania, które sprzedaje. Nie mogłam się oprzeć i kupiłam od niego kapelusz. Jak indyjski sklep to muzyka indyjska w środku, prowadzi go hindus i wszystko jest jak prosto z Indii. To jest to co podoba mi się najbardziej w Londynie, a czego brakuje mi u nas w Polsce – wszystko jest spójne i dobrane do siebie. Nie ma rzeczy przypadkowych. Każdy detal jest przemyślany, każdy kolor specjalnie dobrany.

Notting Hill wieczorową porą

Przesympatyczna kawiarnia na Notting Hill

 

Największy zachwyt wywołały u mnie elewacje i drzwi. Każda dzielnica w Londynie jest inna, każda ma swój niepowtarzalny klimat, ale każda jest piękna i pomimo tej odmienności całe miasto jest spójne ze sobą. Nie spotkaliśmy tam nigdzie zwykłych mieszkalnych betonowych bloków pomalowanych na pomarańczowo czy żółto. Nawet jak stoją gdzieś wieżowce to są z cegły. Nie straszą i nie odcinają się w sztuczny sposób od stojących obok kamienic. Większość elewacji jest białych albo ceglanych, albo stonowanych a tylko te piękne jaskrawo kolorowe drzwi ożywiają ulicę i uważam, że jest to najpiękniejsze rozwiązanie. Nienawidzę bloków, szczególnie tych żółto-pomarańczowo (żeby słoneczniej i cieplej było)-niebieskich(akcent w celu ożywienia). W Londynie tego nie ma. Nawet na obrzeżach miasta, gdzie mieliśmy okazję nocować, są piękne osiedla zachowane w duchu miasta. Wyjątkiem kolorystycznym, który my napotkaliśmy są pastelowe kamieniczki na Notting Hill, ale też jest to ciąg kamieniczek przy jednej z ulic. I to po jednej stronie ulicy, po drugiej już wszystkie są z powrotem białe. Ale obok tej bieli i cegły często można też spotkać w Londynie kolor czarny. Szczególnie często można go spotkać na elewacjach sklepów i knajp, które rządzą się trochę innymi prawami i każde z nich ma elewację dopasowaną do klimatu wnętrza, co też jest przepiękne i mnie zachwyca. Najbardziej widoczne jest to na Soho. Ale to też jest piękne bo idąc ulicą mamy taką feerię barw, że od razu człowiek się uśmiecha. I pomimo tego, że Anglia deszczowa i wydaje się przez to smutna to ja mam z Londynu bardzo kolorowe wspomnienia.

IMG_6306thumb_IMG_5886_1024

thumb_IMG_5823_1024

Po rozmowach przeprowadzonych ze znajomymi mieszkającymi z Londynie, ale w zupełnie różnych dzielnicach i mieszkających tam z innych powodów wniosek z podróży jest taki, że to przepiękne miasto, dające wiele możliwości, ale żeby w nim mieszkać trzeba mieć naprawdę dobrą pracę, bo życie i mieszkanie tam jest bardzo drogie, jeśli chce się mieszkać w dobrej dzielnicy i posyłać dzieci do dobrych szkół. Mieliśmy okazję przez część pobytu nocować u kolegi na początku 3 strefy w dość biednej dzielnicy, gdzie mieszkają głównie obcokrajowcy i to w jakich tam warunkach żyją ludzie jest dość smutne. Większość domów jest zawilgoconych i zagrzybionych. Taka konsekwencja klimatu, ale widać że tam po prostu żyją ludzie, którym nie zależy i zwyczajnie nie dbają o to jak żyją. Co jeszcze mnie tam uderzyło to to, że na ulicach widać polaków z puszką piwa, podchmielonych i co drugie słowo na k. Przestało mnie dziwić dlaczego za granicą mają złe zdanie o polakach. Bo większości tacy wyjechali i tak reprezentują nasz kraj. Kończąc mój długi wywód to gdybyśmy my Tośki naszej małej ukochanej nie mieli to pewnie byśmy się nie zastanawiali tylko przeprowadzili, ale nie mówimy nie. Czas pokaże gdzie nas poniesie i co życie nam zaoferuje. A może zostaniemy tu gdzie jesteśmy i będziemy tylko podróżować.

IMG_6323

Baletnica na Broadway Court

A Wy byliście w Londynie? Podobał Wam się? Macie podobne odczucia do moich? Zostawcie po sobie ślad jeśli podoba Wam się moja relacja. Będę wdzięczna i będę mieć motywację do pisania kolejnych wpisów wiedząc, że ktoś mnie czyta 🙂

PS. Mainz i Frankfurt nas trochę zawiodły. Są takie same jak zachodnia Polska, spodziewaliśmy się choć trochę odmienności, a jedyne co było inne to język. I wyższe ceny 😉 Za to spędziliśmy bardzo miło czas ze znajomymi 🙂

Jedyny akcent we Frankfurcie, który zrobił na nas wrażenie

° ° °

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i zostały wykonane częściowo iPhonem 5s i częściowo iPhonem 6plus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s