łazienka w stylu Vintage – inspiracje

Cześć!

Po dość długiej przerwie, w końcu zasiadłam do komputera żeby napisać dla Was post. I trochę dla siebie 😉 Ostatnio dużo się dzieje, odebraliśmy klucze od mieszkania, pochłonął nas remont, który już powoli powoli dobiega końca. W między czasie oficjalnie założyłam działalność, w związku z czym miałam sporo załatwiania i latania po urzędach, księgowych itd. Ale w końcu oficjalnie jestem na swoim, oficjalnie zajmuję się projektowaniem wnętrz i stylizacją mebli. Mam swoją własną stacjonarną pracownię (która również czeka na urządzenie). Poza tymi pochłaniaczami czasu robię projekt domu jednorodzinnego, przede mną pierwszy projekt home stagingowy, który mam nadzieję pokazać Wam na blogu i całkiem spora sterta mebli do odświeżenia. A w między czasie sterty czytanych książek, i rodzinne spacery w słoneczne dni, które pozwalają mi na chwilę zwolnić i nabrać oddechu. Powoli wszystko zaczyna nam się stabilizować, dni mam wypełnione do granic możliwości, ale tak lubię żyć najbardziej 🙂 Jednak o tym chcę Wam przynudzać, a pokazać łazienki w stylu vintage, czyli zbiór inspiracji do mojej własnej łazienki i moodboard do naszego maleństwa. Gotową łazienkę pokażę Wam jak już będzie w 100% gotowa.

Kiedy postanowiliśmy kupić mieszkanie, musieliśmy ustalić jak będziemy chcieli je urządzić. Na całe szczęście mamy z moim Fabianem podobny gust, więc nie było to trudne. Ja sama mam bardzo różnorodny gust, lubię przede wszystkim wnętrza oryginalne, nie przeciętne, inne. Zresztą wszystko w życiu takie lubię – wyróżniające się. Uwielbiam mieszanki stylowe, kolorystyczne, materiałowe i jednocześnie ponadczasowe. Lubię łączyć całkiem nowe z całkiem starym. Mój Fabian uwielbia czerń i beton. Oboje nie lubimy płytek na ścianach w łazience. Nie lubię trendów i ślepego podążania za nimi, bo zwykle kończy to się wnętrzami na jedno kopyto, które po pół roku nam się nudzą, a musimy dalej w nich funkcjonować. Popatrzcie na zebrane przeze mnie inspiracje:

dark-indsutrial-bathroom

 

18290119_10210206546012508_728042533_o

 

ed8303b9d221bfc33eceae0aa617d415

 

plytki-ceramiczne,big

 

tumblr_inline_n6au6dSTfi1rc89a3

 

czarna_deszczownica_w_bialej_lazience_w_stylu_klasycznym

 

012a6fc20da191e947458a8aec6950a4

 

bathroom-plank-wall-2B-1-2Bof-2B10-1

 

 

e1b8176d0219ebf3d2b65d0cf2896fdc

 

bathroom vanity 030

 

 

Dlatego urządzając naszą łazienkę, zdecydowaliśmy się wybrać materiały, które są trwałe i nas urzekają, a dodatkowo są klasyczne. Postanowiliśmy więc na podłogę położyć cementowe wzorzyste płytki, wannę obudować starym drewnem, a na ścianach położyć białe szkło (narożnik przy wannie) i beton. Drzwi zostają stare drewniane poniemieckie ze starymi klamkami, po ich dwóch bokach są drewniane nieruchome skrzydła drzwi pasujące drzwi, które od strony łazienki zostają odsłonięte, lecz pomalowane na biało i polakierowane. Całości mają dopełnić czarne baterie w stylu retro, tafla lustra o fantazyjnym kształcie zawieszona na łańcuszku, stylowe kinkiety oraz szklana lampa. Do tego takie smaczki jak stare żeliwne drzwiczki z maszkaronem do wodomierza (pomalowane proszkowo na czarno), żeliwny uchwyt na papier toaletowy i stara żeliwna półka kupiona na starociach. Ah i oczywiście pod umywalką nablatową stara szafka na fikuśnych nóżkach pomalowana w odcieniach niebieskiego farbami mineralnymi. Popatrzcie na stworzony przeze mnie moodboard:

moodboard łazienka łukasińskiego .jpg

Ja już nie mogę się doczekać efektu końcowego, a Wy? Lubicie takie łazienki w stylu vintage?

 

 

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

warsztat robienia perfum – perfume lab Mo. 61

Dzień dobry!

Lubicie dostawać prezenty? Bo ja bardzo, szczególnie takie, których się totalnie nie spodziewam. Dawno już takiego nie dostałam, żeby mnie całkowicie zaskoczył. Z Fabianem jesteśmy już razem ładnych kilka lat, znamy się na wylot i każda okazja do robienia sobie prezentów jest dość problematyczna, bo właściwie niczego nam nie brakuje w życiu codziennym, jak coś nam się podoba i uznamy to za potrzebne to po prostu kupujemy… mamy to szczęście, że możemy sobie na to pozwolić. Ale, przez to jest właśnie trudniej z prezentami. Zawsze musimy się bardziej nagłowić żeby zaskoczyć drugą osobę. I wiecie co? Dalej nam się to udaje. A w ostatnią gwiazdkę F. Już przeszedł samego siebie, bo dał mi w prezencie voucher na indywidualne warsztaty tworzenia perfum w Perfume Lab Mo. 61. I o tym dzisiaj chcę Wam opowiedzieć.

 

voucher Mo.61

Żeby wykorzystać voucher musiałam wybrać się specjalnie do Krakowa lub Warszawy, bo właśnie w tych dwóch miastach mieszczą się ‚labolatoria’. Wybrałam Kraków, i pojechałam na warsztat dopiero tydzień temu dlatego dopiero teraz Wam o tym piszę. Na wykorzystanie vouchera jest 3 miesiące, ale jeśli komuś nie pasuje to nie ma problemu żeby się dogadać i wykorzystać go jeszcze później. Nazwa Perfumerii pochodzi od adresu pierwszego laboratorium, które mieści się w Warszawie przy ul. Mokotowskiej 61.

ściana butelek z zapachami Mo.61

 

zapachy Mo.61

 

butelki Mo.61

 

 

Warsztat indywidualny jest prowadzony przez pracownika perfumerii i rozpoczyna się wykładem o historii perfum oraz o sposobach pozyskiwania zapachów. Po tym przystępuje się do wąchania mnóstwa zapachów, podczas którego cały czas toczy się rozmowa na ich temat. Te nuty zapachowe, które najbardziej nam się podobają odstawiamy na bok, a później wśród nich przeprowadzamy selekcję i komponujemy swój własny, unikalny zapach. Mateusz, który prowadzi krakowską perfumerię, ma szeroką wiedzę na temat historii perfum, ale i różnych zapachów. Wąchanie wszystkich tych niezwykłych nut zapachowych było bardzo ciekawym doświadczeniem. Dodatkowo atmosfera, francuska muzyczka w tle i te cudowne szklane brązowe apteczne butelki. Były to zdecydowanie dobrze spędzone godziny. Bardzo kreatywne, pobudzające zmysły i relaksujące. Polecam wszystkim!

butelka z brązowego szkła Mo.61

A żeby zabrać trochę tego wszystkiego ze sobą do domu, to stworzyłam  50 ml własnych unikalnych perfum. Musiałam również wymyślić dla nich nazwę, a że akurat był 18 dzień miesiąca, ja urodziłam się 18 to nazwałam je z francuskiego ‚dix-huit’.

butelka perfum Mo.61 - dix-huit

Głównymi zapachami w mojej kompozycji jest szafrandębowy mechróżowy pieprzzamsz i zapach ziemi po deszczu. Reszta pozostanie moją słodką tajemnicą. Jakkolwiek dziwnie brzmią nazwy niektórych zapachów, to pachną obłędnie. I nie wszystkie pachną tak jak nam się wydaje, że powinny. Nuta zamszu jak dla mnie zupełnie nie przypomina zapachu zamszowych butów, torebki czy kurtki, co jest spowodowane tym, że za zapach np. butów składa się również zapach kleju, nici, podeszwy itp.

Kończąc tę recenzję, wcale nie sponsorowaną, jestem oczarowana Perfume Lab Mo. 61 i cieszę się z kolejnego kreatywnego doświadczenia w moim życiu 🙂 Życzę Wam wszystkim tak samo udanych prezentów, wielu kreatywnych doświadczeń i udanej reszty tygodnia! 🙂

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

szukając swojego pierwszego własnego mieszkania?

Cześć,

W końcu nadszedł czas, że siedzę przy komputerze i mogę się zająć tym na co mam ochotę, bez terminu nad głową. Wniosek do PUP złożony, teraz pozostaje tylko czekać. Początkowo ten post miał dotyczyć poszukiwań inspiracji do urządzenia własnego mieszkania, ale jak zaczęłam pisać to stwierdziłam, że najpierw chcę się z Wami podzielić tym na co zwracaliśmy szczególną uwagę szukając mieszkania. Doświadczenie jakie zebrałam wielokrotnie się przeprowadzając (chyba z 9 razy Oo) pozwoliło mi już na etapie szukania mieszkania sporządzić listę warunków jakie MUSI spełniać to pierwsze nasze własne. Właśnie dlatego samo szukanie mieszkania zajęło mi ponad pół roku. Ale! Ale udało mi się znaleźć bliskie ideału. Bliskie, bo musieliśmy zgodzić się na kilka kompromisów i wydaje mi się, że uniknąć się tego nie da. Uważam natomiast, że i tak spełnia ono bardzo dużo naszych warunków. Gdybyście przymierzali się do kupna swojego  pierwszego mieszkania (podejrzewam, że po kupnie pierwszego człowiek jest już o wiele wiele mądrzejszy), polecam sporządzić sobie taką listę i przeczytać ją za każdym razem przed pójściem z wizytą w nieruchomości. U nas lista wyglądała tak:
konkretna lokalizacja – blisko parku, blisko moich rodziców, blisko przedszkola i sklepów, plus uważam, że to po prostu najładniejsza dzielnica naszego miasta 🙂 )
koniecznie stara kamienica z wysokimi sufitami – nie którzy pukali się w głowę, inni pytali dlaczego. więc tłumaczę – grube mury, a co za tym idzie niższa temperatura latem i brak ryzyka ugotowania się latem, wyższe sufity -> więcej przestrzeni, w nowych budynkach często nie ma piwnic, a jak są to malusie, i ostatnie a jedno z ważniejszych to to, że stare budynki już się ‚uklepały’, ziemia pod budynkiem zawsze pracuje, co może wpływać na konstrukcję, wprowadzając się do starego budynku widzimy wszystkie krzywizny i braki, natomiast wprowadzając się do zupełnie nowego budynku nie wiemy co się wydarzy. Mieszkając w krk wynajmowaliśmy mieszkanie, w którym mieliśmy pęknięcie przez całą długość mieszkania pod sufitem, wyprowadzając się, bo jak się wprowadzaliśmy to pęknięcie było w jednym pomieszczeniu, nie chcę nawet wiedzieć co jest teraz. Także reperowanie takich ubytków na bierząco nie ma zwyczajnie sensu, bo pęknięcia mogą się powtórzyć i pogłębić. Inny przypadek, który znam to wilgoć wychodząca na ścianie w sypialni sąsiadującej z łazienką, najprawdopodobniej robotnicy się spieszyli i zrobili nieszczelne rury. Od pół roku pół ściany w sypialni rozkute.
koniecznie 1 piętro ->  parter – ciągnie od piwnicy przez co mieszkania parterowe potrafią być naprawdę zimne, poza tym łatwiej się włamać i są dość ciemne. Wyżej niż pierwsze piętro bez windy z zakupami i dzieckiem, nie koniecznie, wnoszenie materiałów budowlanych, mebli, wszystko nagle staje się bardziej skomplikowane niż jest w rzeczywistości. Nie wspominając już o tym, że w pewnym wieku takie chodzenie po schodach jest zwyczajnie męczące 😉
 żadnego boiska ani placu zabaw za oknem -> co kto lubi, plac zabaw za oknem jest fajny, jak się ma dzieci, bo można wypuścić je na dwór i z okna mieć na oku, schody zaczynają się jak na tym samym placu zabaw bawi się gromada dzieci, a Twoje maleństwo chce spać, albo kiedy wieczorami zbierają się nieco starsi bywalcy z piwkiem w ręce i do późnych godzin nocnych podśpiewują. Inną zmorą też z mieszkania w krk, było to, że całe nasze osiedle było wyłożone kostką, a mieszkańcy o wszystkich porach dnia i nocy przemierzali pospiesznym krokiem dziedziniec w towarzystwie walizki na kółkach. Nikogo więc nie dziwił terkot kółek ani o północy, ani o 3 czy 5 nad ranem, natomiast wszystkim działało to na nerwy 😉
 balkon -> malusi, ale dobrze go mieć, szczególnie gdy dziecię uśnie letnią wieczorową porą, zawsze można wyjść, przycupnąć na niewielkim krzesełku z lampką wina i odetchnąć.
 miejsce parkingowe -> ooj przydatne. nie ma nic gorszego niż bieganie z dzieckiem pod pachą i dwiema torbami zakupów przez dwie ulice, bo wszystkie miejsca zajęte.
 •  sąsiedzi -> nam zdażyło się mieć sąsiada pod nami, któremu przeszkadzało w ogóle nasze istnienie jak tak sobie pomyśle, bo naprawdę nie robiliśmy nic nadzwyczajnego, mieszkaliśmy samo we dwójkę i dużo czasu spędzaliśmy poza domem, a w domu głównie spaliśmy i oglądaliśmy seriale ( ah te studenckie czasy)
usytuowanie mieszkania względem stron świata! -> choćby nie wiem jak mieszkanie było piękne i miało super niską cenę, w ciemnym mieszkaniu bez słońca jest po prostu smutno i ponuro. Człowiek to prosta istota, która potrzebuje słońca, więc zwracajcie uwagę jak jest usytuowane mieszkanie i mając też to na uwadze rozmieszczajcie funkcje pomieszczeń. Podczas poszukiwań naszego wymarzonego M. trafiłam na mieszkanie, które pomimo tego, że mieściło się na drugim piętrze, na tyle zaciekawiło mnie swoim rozkładem, że postanowiłam je obejrzeć. I rzeczywiście, mieszkanie miało fenomenalny jak dla mnie układ, ilość pomieszczeń się zgadzała, wszystko było tak jak powinno być, poza tym drugim piętrem i … tym że było potwornie ciemne. Okazało się później, że mieszkanie jest wystawione na sprzedaż już 6 lat! Właścicielom się nie spieszy ze sprzedażą, ale nie dziwię się, że nikt się na nie nie zdecydował.
Niby są to oczywiste rzeczy, ale wiem, że sporo osób nie zastanawia się nad nimi, a pózniej już po dokonanym zakupie, uświadamia sobie, że nie był to najlepszy wybór. Także kupujcie mieszkania Z GŁOWĄ i BEZ POŚPIECHU.
A tutaj  wersja rysunkowa, mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo robienie jej sprawiło mi sporo przyjemności 🙂
o-czym-pamietac-kupujac-mieszkanie
Hm. Widzę że się ciut rozpisałam. Bardziej niż się spodziewałam.  Ciekawi mnie też czy komuś z Was zdarzyło się popełnić błąd przy wyborze mieszkania, którego teraz żałujecie oraz na co Wy zwracaliście uwagę? Bo może ja o czymś nie pomyślałam, a powinnam? 🙂 koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzu!

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam i miłego tygodnia Wam życzę , Joanna Król

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

3 urodziny Tosi

Cześć!

Tydzień temu były 3 urodziny Tosi. Ciężko uwierzyć, że to już 3 (TRZY!) lata!

Gdyby ktoś 3 lata temu powiedział mi, że dziś będę tu gdzie jestem teraz to nie uwierzyłabym. Były to zdecydowanie najlepsze 3 lata z mojego dorosłego życia. Mnóstwo nieprzespanych nocy, mnóstwo chwil zwątpienia, ale do tego cała masa uśmiechów i nie zapomnianych chwil. Chwil, które już się nie powtórzą i nie wrócą. Dzięki Tosi nauczyłam się naprawdę cieszyć chwilą. Delektować momentem. Jeszcze większą radość niż kiedyś sprawia mi przygotowywanie różnych dekoracji i pieczenie ciastek, żeby te pojedyncze chwile uczynić jak najbardziej wyjątkowymi. Spotkanie rodzinne tradycyjnie odbyło się w jadalni, którą niektórzy z Was już widzieli, a Ci co ich to ominęło to zapraszam tutaj: metamorfoza jadalniNa codzień jadalnię ozdabiają bordowe zasłonki i inne dodatki w tym odcieniu, ale na kolory przewodnie urodzin wybraliśmy czerń i biel, dlatego też zmieniłam zasłonki na czarne, i dodałam kilka czarnych elemntów dekoracyjnych, takich jak papierowe rozety nad stolikiem czy pompony z bibuły w oknie. Jako podkładek na stół użyliśmy czarnego bloku technicznego. Jak widzicie większość dekoracji była wykonana z papieru, czyli niedrogo i efektownie. Nie mogło oczywiście zabraknąć balonów z helem, również w kolorze czarnym oraz białym w czarne kropki. Właśnie dlatego lubię i zawsze wszystkich namawiam na neutralną bazę w pomieszczeniach – wystarczy zmienić kilka dodatków, a pomieszczenie od razu zyskuje inny charakter. Zgodzicie się ze mną?

urodziny-tosi

 

czarne-balony

 

czarne-nakrycie-stolu

Na motyw przewodni wybraliśmy króliczka Miffy. Wiem, że połowa instagrama ma już tę lampę, ale Tosia uwielbia bajkę z Miffy w roli głównej i książeczki też. A ja lubię je tak samo bardzo. Dlatego w prezencie dostała lampę w rozmiarze XXL, maskotkę, spodenki i koszulkę z miffy, i również na zaproszeniach pojawiła się postać króliczki. Sami spójrzcie na uśmiech Tosi i dekoracje i oceńcie czy było warto siedzieć do późna i szykować to wszystko 🙂

ciasteczka-domki

 

ciasteczka-na-patykach-miffy

 

tosia-i-miffy

 

tosia-i-lucyna

 

tosia-z-wujem-i-ciocia

 

urodziny-tosi-stolik-ze-slodyczami

 

zaproszenie-urodzinowe-z-miffy

Ah no i oczywiście tort z Miffy w wykonaniu Słodkiej Dziurki klik!

tort Miffy.jpg

A jeśli podoba Wam się zaproszenie, to możecie je pobrać i uzupełnić. Ja zaproszenia drukowałam na zwykłym papierze i przyklejałam na czarny blok techniczny. Tosia w ramach swojego podpisu odbiła swój palec czarnym tuszem.

Link do pobrania tutaj:klik!

 

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam i miłego weekendu życzę , Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

podsumowanie roku 2016 i styczniowy kalendarz do pobrania

Dzień dobry w nowym roku! 

Na początek chcę Wam życzyć absolutnie wszystkiego co najlepsze w nowym roku, dużo zdrowia, mało stresów, mnóstwa radości i spełnienia marzeń. Ten post będzie całkowicie prywatny, prosto z serca, potrzebuję napisać to wszystko i podzielić się tym z Wami. Im jestem starsza tym bardziej doceniam zdrowie,  miniony rok był rokiem ciągłych chorób w naszym domu. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek tyle chorowała. Żeby w jednym domu tyle osób tak często łapało przeziębienia i infekcje. Myślę, że to przez to, iż Tosia zaczęła chodzić do przedszkola i po prostu przynosi do domu różne wirusy. Wierzę w to, że w tym roku będzie lepiej i wszyscy się uodporniliśmy, choć częściowo. Wiem natomiast to, że przez te ciągłe spadki formy mam jeszcze większą motywację do dbania o siebie, do zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej.

Mam też ogrom motywacji do działania. Każdą możliwą chwilę staram się poświęcać na realizację projektów. Szkoda mi każdej chwili spędzonej na nic nie robieniu. Zawsze tak miałam, że próbowałam maksymalnie zoptymalizować czas poświęcony na konkretne czynności, i nadal tak mam. Staram się łączyć jak najwięcej czynności ze sobą. Nie potrafię stać i patrzeć jak w czajniku gotuje się woda, wolę w tym czasie przygotować posiłek, ogarnąć zmywarkę czy zetrzeć blaty. Kiedy jadę samochodem, staram się słuchać różnych wykładów i zdobywać w ten sposób wiedzę, lub po prostu planować w głowie resztę dnia, czy obmyślać kolejne projekty. Kiedy oglądam film – dziergam, ale i to zdarza się bardzo rzadko, bo praktycznie przestałam oglądać tv. Jak już jestem naprawdę przemęczona albo przeziębiona to zdarzy mi się obejrzeć film, ale wtedy też staram się wybrać coś w jakiś sposób wartościowego. Odkąd mam Tosię i wróciłam na studia niemalże moją obsesją stało się efektywne działanie.

cytat-coco-chanel

Patrząc na poprzednie lata, widzę że w kwestii mojego podejścia do świąt niewiele się zmieniło. Natomiast sposób spędzania sylwestra zmienił się diametralnie. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, żeby nie pójść na imprezę. Teraz nie wyobrażam sobie żeby pójść na imprezę. Wolę zostać w domu, podsumować zeszły rok i spisać postanowienia na rok następny. Wiecie… Kiedy urodziła się Tosia, porzuciłam wszelkie moje dotychczasowe zajęcia i poświęciłam 100% siebie wychowywaniu Tosi, zajmowaniu się domem i zdobywaniu wiedzy o wychowywaniu i organizacji czasu przy małym dziecku. Kiedy postanowiłam wrócić na studia, okazało się, że samo czytanie o organizacji zbyt wiele nie daje. Potrzebowałam czegoś więcej, żeby odnaleźć się w nowej sytuacji i pogodzić wyjazdy na zajęcia i spędzanie czasu z Tosią. Wtedy trafiłam na Happy Planner. Początkowo podchodziłam do niego sceptycznie, ale kiedy już go otworzyłam, od razu się zakochałam i z zapałem zaczęłam go używać. Najtrudniejsze okazało się podsumowanie poprzedniego roku, nigdy wcześniej tego tak naprawdę nie robiłam. Nigdy nie sporządzałam planów na następny rok. Sylwester był okazją do całonocnej imprezy, a postanowienia sporządzałam mimochodem, przy lampce szampana i w kilka dni później totalnie o nich zapominałam. Happy Planner ‚zmusił’ mnie to tego by usiąść i naprawdę zastanowić się nad pewnymi rzeczami. Podsumować, zaplanować i poczuć się pewniej. Możecie wierzyć lub nie ale ten rok był najbardziej intensywnym rokiem w moim życiu. Chyba nigdy nie czułam się tak zmęczona i zarazem tak spełniona i pewna tego dokąd chcę zmierzać. W tym roku bez wachania zamówiłam nowy happy planner i z radością przystąpiłam do podsumowania poprzedniego roku. Sama jestem pod wrażeniem, ile udało mi się osiągnąć, ile miejsc odwiedzić, ile książek przeczytać i projektów zrealizować. Lista projektów do zrealizowania  jest długa, ale wiem, że mogę więcej i że 2017 będzie jeszcze lepszy i jeszcze bardziej satysfakcjonujący!

happy-planner

Rok temu byłam dziewczyną z dwuletnią córką, która po dwuletniej przerwie postanowiła wrócić na studia. Teraz jestem dziewczyną z trzyletnią córką, tytułem magistra, certyfikatem Home Stagera, właścicielką bloga i  marki produkującej i sprzedającej zabawki moich projektów klik! i dodatkowym projektem na instagramie klik!. Wiem, że blog i marka są jeszcze trochę w powijakach, ale dla mnie ważne jest to, że ruszyłam z miejsca i zaczęłam.

certyfikat-home-stagera

14292398_1698014043856306_7844159100319503503_n

A przyszły rok będzie rokiem rozwijania bloga i firmy. Potrzebuję się tylko jeszcze bardziej zorganizować 😉 Z tej okazji postanowiłam przygotować dla siebie i dla Was kalendarz do wydrukowania na styczeń. Udostępniam Wam dwie wersje, minimalistyczną i wzbogaconą o grafiką mojej wieloletniej przyjaciółki  Magdy HIPNER, która  ma już swoje własne studio tatuażu w Zielonej Górze! Znajdziecie ją na fb klik!  i instagramie klik!

kalendarz-styczen-2017-minimalistyczny

Link do pobrania: klik!

 

kalendarz-styczen-2017

Link do pobrania: klik!

Nie piszę tego wszystkiego, żeby się pochwalić, tylko żeby pokazać, że się da. Jeżeli tylko znamy cel i wystarczająco mocno chcemy go zrealizować, to znajdziemy drogę do jego osiągnięcia. Zatem, jeszcze raz życzę Wam wszystkiego najlepszego, określenia swoich celów i determinacji do ich realizacji. A na koniec jeszcze jeden cytat, który od dłuższego czasu gości jako tapeta w moim telefonie 🙂

cytat-napoleon-hill

Jeżeli dotrwałeś do końca to podziel się proszę ze mną w komentarzu, jakie robisz postanowienia noworoczne i czy udaje Ci się je realizować 🙂 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam , Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

5 sposobów na plastikowe bombki

Dzień dobry!

Święta tuż tuż. Przygotowania sie zaczęły. Prezenty wszystkie kupione, zakupy zrobione, pichcenie rozpoczęte. Choinkę tak jak pisałam Wam w poprzednim poście zawsze kupujemy w wigilię lub dzien przed. W tym roku udało mi sie przekonać domowników zeby stanęła wcześniej (!) 😃 także stoi, kupiona wczorajszego wieczoru, jeszcze goła. Wielkie ubieranie odbędzie sie dziś, ale wczoraj postanowiłam przygotować kilka nowych bombek. Zapewne większość z Was zna plastikowe kule, które są idealną opcją przy małych dzieciach. U nas na choince zawisną na pewno ozdoby drewniane, koronkowe, pierniki oraz plastikowe kule, które urzekają mnie co roku tak samo swoją przeźroczystością i delikatnością. Zwykle wkłada się do nich piórka, też tak robiłam, rok i dwa temu. W tym roku zapragnęłam odmiany i postanowiłam przygotować post z cyklu ‚5 sposobów na’ plastikową bombkę. Przygotowanie każdej z nich zajmuje zaledwie chwilę, także na spokojnie zdążycie jeszcze na te święta!

 

5-sposobow-na-atelier-rzeczy-ladnych
I myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

W pierwszej kolejności wersja dla miłośników delikatności i koronek. Zrobiona przy użyciu papierowej samoprzylepnej koronkowej taśmy firmy HEYDA. Dedykowana mojej mamie:

 

 

 

bombka-z-koronka

 

bombka-z-papierowa-koronka

 

pearl-maker-heyda
Druga dedykowana wszystkim moim domownikom i miłośnikom kawy:

 

bombka-z-ziarnami-kawy

 

bombka-z-kawa
Trzecia wersja dla wszystkich tych co uwielbiają dziergać. Inspiracją była moja dobra koleżanka Zuzia z bambolina.pl 

 

bombka-z-wloczka
Czwarta propozycja to wypełnienie z błyszczących koralików. Dla lubiących błyskotki i styl glamour.

 

bombka-z-przezroczystymi-koralikami

 

bombka-z-koralikami
Ostatnia opcja to pusta bombka, ale ozdobiona z zewnątrz złotym markerem PEARL MAKER, który pojawił się na zdjęciu z taśmą HEYDA, i którego używałam do ozdabiania świecznika w poście ‚5 sposobów na jesienne świeczniki’ klik!. Lubię kropki, więc musiałam je jakoś zawrzeć na bombce.

bombka-w-kropki-namalowane-markerem-pearl-maker
Która przypadła Wam najbardziej do gustu? Jak Ubieracje Wasze choinki? W tradycyjne szklane bombki czy eksperymentujecie?

Naszą choinkę w pełnej okazałości pokaże Wam jak bedzie gotowa, zapewne na fb i instagramie.

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam , Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

papierowa choinka

Cześć 🙂

jesień minęła mi nie wiem kiedy. Dużo się wydarzyło, były dni bardzo intensywne i szybkie, ale też całkiem powolne. Było kolorowo, jesiennie, jakbym wczoraj biegała z Tosią wśród drzew i zbierała kasztany, a tu nagle grudzień, wszędzie choinki i mikołaje. Ostatni miesiąc był wypełniony wyjazdami, sporą ilością pracy, a później chorobami, dlatego  świąteczny nastrój dopiero wkracza do naszego domu.  Zaczęłyśmy robić już pierniczki, a dzisiaj postanowiłam wyjąć moją papierową choinkę. Zrobiłam ją 4 lata temu. Co roku ją wyciągam i dalej tak samo ją lubię. Powstała jeszcze zanim Tosia była w planach, a ja studiowałam i mieszkałam we Wrocławiu. Na święta jeździłam do domu, ale w studenckim mieszkaniu chciałam mieć jakiś świąteczny akcent. Nie chciałam żywej choinki, bo wiedziałam, że nie przetrwa świąt bez podlewania. Sztucznych plastikowych choinek nie trawię. Dlatego postanowiłam zrobić choinkę z papieru. Mała, prosta dekoracja, może stać długo i nie uschnie, zawsze wygląda tak samo świeżo 😉

Do jej wykonania użyłam:

długiej wykałaczki,

kartek wyrwanych ze starych katalogów meblarskich

grubej tektury.

Kartki pocięłam na kwadraty. Najmniejsze mają boki długości 1,5 cm, a najdłuższe 18 cm. Między kolejnymi kwadratami robiłam ok. 0,5 – 1 cm.

materialy-na-papierowa-choinke

Kartonowe kwadraty muszę być mniejsze, żeby nie było ich widać, trzeba przekładać nimi papierowe kartki, żeby choinka miała ładny kształt i była stabilniejsza.

podstawa-choinki-papierowejpoczatek-papierowej-choinkichoinka-papierowa

Robimy takiego przekładańca do samej góry. na czubku montujemy jakiś ozdobnik. U mnie jest to złoty dzwoneczek. W poprzednich latach był to mini drewniany spinacz z białym filcowym reniferkiem.

papierowa-choinka-z-gory

choinka-papierowa-z-losiem-i-lampionem

choinka-papierowa-z-gory-obok-losia

Tak proste rozwiązanie, a taki efekt. Jak Wam się podoba? Mi marzy się taka ze starych nut.

Na żywą choinkę muszę jeszcze poczekać, bo tradycyjnie kupujemy i ubieramy dzień przed wigilią, ale ozdoby już zaczynam szykować i na dniach Wam je pokażę. A Wy macie już choinki w swoich domach? Żywe, sztuczne czy jakieś oryginalne, z gałęzi, drewnianych desek lub papieru jak ta moja? 🙂

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

kROOL.design, czyli moje drugie dziecko

Dzień dobry!

w końcu przyszła zima, zaczął pruszyć śnieg, ja mam za sobą 3 wyjazdowe weekendy, a między nimi dwa bardzo intensywne tygodnie. Teraz gdy spadł śnieg, a ja podomykałam pewne sprawy (co nie oznacza, że nadal mam mnóstwo roboty! ;)) w końcu pozwoliłam sobie na odpoczynek, leżenie pod kocem i wyjaśnienie Wam czym byłam taka zajęta. Część z Was, która zagląda do mnie od dłuższego czasu wie, że w lipcu obroniłam projekt dyplomowy magisterski. Nie mogłam Wam początkowo zdradzić jak wyglądał mój projekt, ponieważ chciałam zastrzec wzór w urzędzie patentowym. Teraz wzór już zastrzeżony, ja pierwsze targi mam za sobą, mogę więc przedstawić Wam moje dziecko, czyli markę kROOL.design. klik! Ideą marki jest projektowanie i tworzenie zabawek jak najbliższych nautrze, jak najprostszych, wspomagających rozwój. Pierwszym przedmiotem sprzedaży jest właśnie mój projekt dyplomowy, którego temat brzmiał: „zestaw pomocy edukacyjnych wspomagających sprawności manualne”  W niedalekiej przyszłości do sprzedaży wprowadzę kolejne pomoce. Tymczasem przedstawiam Wam LAAU, czyli kreatywną układankę rozwijającą wyobraźnię przestrzenną oraz wspomagającą rozwój sprawności manualnych, czyli tak zwaną motorykę małą. Na całość zestawu składa się 61 elementów, w tym

•dwie podstawy,

• 4 elementy prostokątne, które wraz z podstawami tworzą pudełko na pozostałe elementy zestawu.

• po 5 puzzli w 5 kształtach,

• po 6 patyczków ryflowanych w dwóch długościach,

• 6 gumek okrągłych,

• 6 gumek zakończonych drewnianymi koralikami oraz

• 6 sznurków

31213875

 

4

6

11

zdj-nr-10zdj-nr-5

Jak widzicie na powyższych zdjęciach z zestawu można zbudować różne rzeczy, przy okazji ćwicząć dłonie. LAAU przeznaczone jest dla dzieci powyżej treciego roku życia ze względu na patyczki drewniane kulki, jednak nawet młodsze dzieci pod nadzorem osoby dorosłej mogą się świetnie bawić. Te najmłodsze może jeszcze nie poradzą sobie ze zbudowaniem konkretnego przedmiotu, jednak wystarczy by przetykały patyczki przez dziurki, lub przewlekały sznurki, czy naciągały gumki, a rączki będą ćwiczyć i wyobraźnia się rozwijać.

Zależało mi na jak najbardziej surowym wyglądzie zabawki, dlatego zdecydowałam się na sklejkę. Chciałam jednak dodać akcenty kolorystyczne, żeby zaciekawić dzieci i pobudzić zmysł wzroku. Zdecydowałam się na trzy kolory: morski, czerwony oraz fioletowy, dzięki czemu zestaw jest uniwersalny dla obojga płci.

Sznurki można wykorzystywać do nauki wiązania kokardek, co przyda się dzieciom przy wiązaniu butów.

Zamknięte pudełko może służyć za bębenek, na którym można grać patyczkami, a naciągnięte gumki na ramę pudełka mogą posłużyć za harfę.

Ciekawą propozycją jest również rzucanie cieni na ścianę przez zbudowane już konstrukcje.

Możliwości zabawy są nieograniczone. Część osób, która zdążyła już poznać mój projekt z uśmiechem na twarzy skomentowała, że to takie trochę jak lego. I coś w tym jest. Od początku chciałam stworzyć coś abstrakcyjnego, gdzie będzie trzeba użyć wyobraźni. Coś przy czym zarówno dzieci będą się dobrze bawiły, ale i dorośli. Zachęcam gorąco do wspólnej zazbawy, wspólnego wymyślania i tworzenia.

Na koniec jeszcze pokażę Wam kilka zdjęć z sesji zdjęciowej jak bawią się dzieci 🙂

 

007.jpg

004.jpg

 

Julia.jpg

 

09.jpg

07.jpg

 

002.jpg

007.jpg

Jeśli podoba Wam się mój projekt to zostawcie proszę komentarz pod spodem. Właśnie pracuję nad sklepem internetowym, ale ciągle badam zainteresowanie, także będę bardzo wdzięczna. Sklep co prawda jeszcze nie działa, ale zainteresowanych zapraszam na fb klik! oraz instagrama klik! Zamówienia można składać przez wiadomości na obydwu tych portalach lub drogą mailową. Koszt zestawu to 188 zł brutto. Z okazji świąt wszystkie paczki pakuję na prezent 🙂

Liczę na Wasze opinie. Miłego wtorku!

 

Pozdrawiam, Joanna Król

PS. Zdjęcia z udziałem dzieci wykonała Lisia Gawiedź kilk!

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza starej ramy – miejsce inspiracji

Dzień dobry!

Dziś środa, czyli czas na kolejną metamorfozę! Odkąd zaczęłam robić coś więcej niż zajmować się domem i Tosią i myśleć poważnie o blogu i wdrożeniu moich marzeń w życie, zaczęło mi brakować w domu miejsca, w którym będę mogła trzymać wszelkie wycinki z gazet, inspirujące aforyzmy, listę rzeczy do zrobienia, czy wizytówki, ulotki, których nie mam w danej chwili czasu sprawdzić. I nie, do zdjęć z inspiracjami nie sprawdza mi się komputer. Oczywiście trzymam w nich całe mnóstwo takich zdjęć, ale czasami mam potrzebę się na coś napatrzeć, albo jakieś zdjęcie, które jest inspiracją do konkretnego projektu, który akurat realizuję, lub będę realizować w niedalekiej przyszłości. Zwykle kończy się po prostu tak, że o zdjęciu zapominam, ulotki i wizytówki gniotą się zdecydowanie zbyt długo w różnych torebkach, a inspirujące aforyzmy uciekają gdzieś daleko, zamiast dodawać sił w ciężki poranek. Mam też happy planner w którym zapisuję ważniejsze rzeczy do zrobienia, ale nie oszukujmy się, nie zaglądam do niego co 5 minut, a są takie rzeczy, które musimy zrobić, ale nie dziś, dobrze więc jest je zapisać tak, żeby były jednak w widocznym miejscu i przypominały o sobie.

Przechodząc do dzisiejszej metamorfozy… Jakiś czas temu na starociach znalazłam starą ramę, od razu kiedy ją zobaczyłam wiedziałam, że muszę ją kupić i zrobić z niej tak zwany mood borad, czyli tablicę inspiracji. W tym wypadku to nie tablica, lecz miejsce po prostu, ale myślę że sprawdzi się idealnie 🙂 Nie jest drewniana, ale uznałam to za jej plus. Dzięki temu nie jest ciężka, więc nie muszę się martwić, czy ściana i kołki są odpowiednie. Wystarczą wręcz zwykłe gwoździki. Dalej trwam w szale na farby kredowe, więc od razu wiedziałam, że rama zostanie przemalowana. Początkowo miała być w kolorze duck egg blue z palety barw Annie Sloan, ale później, jak na kobietę przystało, zmieniłam zdanie i przemalowałam ją na abusson blue, również od Annie Sloan. Na wierzchu delikatnie przeciągnęłam dość suchym pędzlem duck egg blue i oto efekt.

15033748_10208679568559026_690880681_n

 

15045577_10208679568639028_695684911_n

Następnie znalazłam koronki. Też standardowo dla mnie:P ale co poradzę, że koronki pasują prawie wszędzie:P Najpierw miałam plan zamocować je klejem na gorąco, ale niestety za wolno schnie i musiałam przykleić jedną stronę, poczekać aż wyschnie, następnie odpowiednio naciągnąć tasiemkę i trzymać palcem aż klej zaschnie! nie lubię stać w miejscu więc poleciałam po taker:P i to rozwiązanie polecam Wam o wiele bardziej 🙂

14962430_10208679569599052_898994895_n

 

14937887_10208679569559051_1046301334_n

 

15050404_10208679569719055_215814204_n

Na koniec wystarczy znaleźć odpowiednie miejsce, powiesić ramę, zebrać ulubione wycinki z gazet, inspirujące zdania, przypiąć drewnianymi mini spinaczami i cieszyć się miejscem inspiracji!

15046264_10208679569759056_1510223722_n

 

15050435_10208679569679054_2052161410_n

 

15049636_10208679569799057_672464331_n

 

Jak podoba Wam się moja dzisiejsza metamorfoza? Lubicie takie miejsca inspiracji? Pochwalcie się swoimi rozwiązaniami w komentarzach! 🙂

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza krzesełka dziecięcego

Dobry wieczór!

Obiecałam, że dziś na pewno się pojawi i dotrzymuję słowa. Naprawdę chcę trzymać się określonych dni z dodawaniem postów i uwierzcie mi, kosztuje mnie to wiele pracy i walki ze sobą. Zawsze wszystko robiłam na ostatnią chwilę, zawsze byłam spóźniona. I w końcu dojrzałam do tego, że trzeba to zmienić. Jestem ogromnie zmotywowana, ale łatwo nie jest, dlatego doceńcie mój wysiłek 🙂 W ogóle przez ostatni rok wiele zmieniłam, w moim życiu, nawykach dnia codziennego, podejściu do wielu rzeczy. Przeczytałam kilka książek, naoglądałam się youtuba i wykładadów TEDx. I pomimo tego, iż wiem, że wiele osób nie wierzy w poradniki, książki motywacyjne, naśmiewa się z tego i kpi, to ja stwierdzam, że na mnie podziałało. Być może dlatego, że chciałam coś zmienić, czułam taką potrzebę, ale nie wiedziałam jak, a książki i wykłady, były tylko narzędziem. Wiem jednak, że wystarczy chcieć, a wtedy wszystko wydaje się prostsze i osiągalne 🙂 Jak znacie jakieś ciekawe pozycje z zakresu motywacji to podzielcie się, chętnie przeczytam coś jeszcze 🙂

Krzesełko, które dzisiaj chcę Wam pokazać, dostałam w gratisie do biurka w stylu loftowym, którego metamorfozę pokazywałam tutaj: klik! Początkowo nie mogłam na nie patrzeć, nawet malować mi się go nie chciało. W końcu jednak postanowiłam się za nie zabrać.

krzeselko-przed-malowaniem

Pomimo tego, że przed malowaniem farbami kredowymi nie trzeba szlifować powierzchni mebla, to ja krzesełko delikatnie przetarłam papierem ściernym, dlatego iż posiadało różne zabrudzenia nieznanego pochodzenia (farba?).

 

papier-scierny

 

Wykorzystałam do niego farby oczywiście Annie Sloan, w kolorach Antoinette i Abusson Blue.

14907764_10208634775639231_1498986745_o.jpg

Tosia ostatnio ma fazę na literki, dlatego postanowiłam na oparciu namalować jej literkę T. Wydrukowałam literę w wybranej czcionce, w odpowiedniej wielkości, wycięłam nożykiem do tapet i tak powstał szablon. Jednorazowy, ale dał radę 🙂 Zresztą sami oceńcie efekt! 

wycieta-litera-t

Do krzesełka szablon przykleiłam papierową taśmą, żeby się nie przesuwał.

przyklejony-szablon

Kolory na zdjęciach oczywiście trochę przekłamane. Powyżej są prawie prawdziwe, tyle, że przed woskowaniem. Po woskowaniu abusson blue robi się zupełnie ciemny.

oparcie-krzeselka-z-literka

 

biurko-z-krzeselkiem

 

14959089_10208634776759259_1613304862_o

 

kacik-z-biurkiem-w-pokoju-dzieciecym

 

14924007_10208634777079267_1367138947_o

Jak podoba Wam się nowy wygląd krzesełka? 🙂

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

Zachęcam również do obserwowania mojego drugiego profilu na instagramie, gdzie realizuję roczny projekt, a pokazuję wszystkie drzwi, które napotykam na mojej drodze i czymś mnie zauroczą. klik!

 

 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.