papierowa choinka

Cześć 🙂

jesień minęła mi nie wiem kiedy. Dużo się wydarzyło, były dni bardzo intensywne i szybkie, ale też całkiem powolne. Było kolorowo, jesiennie, jakbym wczoraj biegała z Tosią wśród drzew i zbierała kasztany, a tu nagle grudzień, wszędzie choinki i mikołaje. Ostatni miesiąc był wypełniony wyjazdami, sporą ilością pracy, a później chorobami, dlatego  świąteczny nastrój dopiero wkracza do naszego domu.  Zaczęłyśmy robić już pierniczki, a dzisiaj postanowiłam wyjąć moją papierową choinkę. Zrobiłam ją 4 lata temu. Co roku ją wyciągam i dalej tak samo ją lubię. Powstała jeszcze zanim Tosia była w planach, a ja studiowałam i mieszkałam we Wrocławiu. Na święta jeździłam do domu, ale w studenckim mieszkaniu chciałam mieć jakiś świąteczny akcent. Nie chciałam żywej choinki, bo wiedziałam, że nie przetrwa świąt bez podlewania. Sztucznych plastikowych choinek nie trawię. Dlatego postanowiłam zrobić choinkę z papieru. Mała, prosta dekoracja, może stać długo i nie uschnie, zawsze wygląda tak samo świeżo 😉

Do jej wykonania użyłam:

długiej wykałaczki,

kartek wyrwanych ze starych katalogów meblarskich

grubej tektury.

Kartki pocięłam na kwadraty. Najmniejsze mają boki długości 1,5 cm, a najdłuższe 18 cm. Między kolejnymi kwadratami robiłam ok. 0,5 – 1 cm.

materialy-na-papierowa-choinke

Kartonowe kwadraty muszę być mniejsze, żeby nie było ich widać, trzeba przekładać nimi papierowe kartki, żeby choinka miała ładny kształt i była stabilniejsza.

podstawa-choinki-papierowejpoczatek-papierowej-choinkichoinka-papierowa

Robimy takiego przekładańca do samej góry. na czubku montujemy jakiś ozdobnik. U mnie jest to złoty dzwoneczek. W poprzednich latach był to mini drewniany spinacz z białym filcowym reniferkiem.

papierowa-choinka-z-gory

choinka-papierowa-z-losiem-i-lampionem

choinka-papierowa-z-gory-obok-losia

Tak proste rozwiązanie, a taki efekt. Jak Wam się podoba? Mi marzy się taka ze starych nut.

Na żywą choinkę muszę jeszcze poczekać, bo tradycyjnie kupujemy i ubieramy dzień przed wigilią, ale ozdoby już zaczynam szykować i na dniach Wam je pokażę. A Wy macie już choinki w swoich domach? Żywe, sztuczne czy jakieś oryginalne, z gałęzi, drewnianych desek lub papieru jak ta moja? 🙂

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

kROOL.design, czyli moje drugie dziecko

Dzień dobry!

w końcu przyszła zima, zaczął pruszyć śnieg, ja mam za sobą 3 wyjazdowe weekendy, a między nimi dwa bardzo intensywne tygodnie. Teraz gdy spadł śnieg, a ja podomykałam pewne sprawy (co nie oznacza, że nadal mam mnóstwo roboty! ;)) w końcu pozwoliłam sobie na odpoczynek, leżenie pod kocem i wyjaśnienie Wam czym byłam taka zajęta. Część z Was, która zagląda do mnie od dłuższego czasu wie, że w lipcu obroniłam projekt dyplomowy magisterski. Nie mogłam Wam początkowo zdradzić jak wyglądał mój projekt, ponieważ chciałam zastrzec wzór w urzędzie patentowym. Teraz wzór już zastrzeżony, ja pierwsze targi mam za sobą, mogę więc przedstawić Wam moje dziecko, czyli markę kROOL.design. klik! Ideą marki jest projektowanie i tworzenie zabawek jak najbliższych nautrze, jak najprostszych, wspomagających rozwój. Pierwszym przedmiotem sprzedaży jest właśnie mój projekt dyplomowy, którego temat brzmiał: „zestaw pomocy edukacyjnych wspomagających sprawności manualne”  W niedalekiej przyszłości do sprzedaży wprowadzę kolejne pomoce. Tymczasem przedstawiam Wam LAAU, czyli kreatywną układankę rozwijającą wyobraźnię przestrzenną oraz wspomagającą rozwój sprawności manualnych, czyli tak zwaną motorykę małą. Na całość zestawu składa się 61 elementów, w tym

•dwie podstawy,

• 4 elementy prostokątne, które wraz z podstawami tworzą pudełko na pozostałe elementy zestawu.

• po 5 puzzli w 5 kształtach,

• po 6 patyczków ryflowanych w dwóch długościach,

• 6 gumek okrągłych,

• 6 gumek zakończonych drewnianymi koralikami oraz

• 6 sznurków

31213875

 

4

6

11

zdj-nr-10zdj-nr-5

Jak widzicie na powyższych zdjęciach z zestawu można zbudować różne rzeczy, przy okazji ćwicząć dłonie. LAAU przeznaczone jest dla dzieci powyżej treciego roku życia ze względu na patyczki drewniane kulki, jednak nawet młodsze dzieci pod nadzorem osoby dorosłej mogą się świetnie bawić. Te najmłodsze może jeszcze nie poradzą sobie ze zbudowaniem konkretnego przedmiotu, jednak wystarczy by przetykały patyczki przez dziurki, lub przewlekały sznurki, czy naciągały gumki, a rączki będą ćwiczyć i wyobraźnia się rozwijać.

Zależało mi na jak najbardziej surowym wyglądzie zabawki, dlatego zdecydowałam się na sklejkę. Chciałam jednak dodać akcenty kolorystyczne, żeby zaciekawić dzieci i pobudzić zmysł wzroku. Zdecydowałam się na trzy kolory: morski, czerwony oraz fioletowy, dzięki czemu zestaw jest uniwersalny dla obojga płci.

Sznurki można wykorzystywać do nauki wiązania kokardek, co przyda się dzieciom przy wiązaniu butów.

Zamknięte pudełko może służyć za bębenek, na którym można grać patyczkami, a naciągnięte gumki na ramę pudełka mogą posłużyć za harfę.

Ciekawą propozycją jest również rzucanie cieni na ścianę przez zbudowane już konstrukcje.

Możliwości zabawy są nieograniczone. Część osób, która zdążyła już poznać mój projekt z uśmiechem na twarzy skomentowała, że to takie trochę jak lego. I coś w tym jest. Od początku chciałam stworzyć coś abstrakcyjnego, gdzie będzie trzeba użyć wyobraźni. Coś przy czym zarówno dzieci będą się dobrze bawiły, ale i dorośli. Zachęcam gorąco do wspólnej zazbawy, wspólnego wymyślania i tworzenia.

Na koniec jeszcze pokażę Wam kilka zdjęć z sesji zdjęciowej jak bawią się dzieci 🙂

 

007.jpg

004.jpg

 

Julia.jpg

 

09.jpg

07.jpg

 

002.jpg

007.jpg

Jeśli podoba Wam się mój projekt to zostawcie proszę komentarz pod spodem. Właśnie pracuję nad sklepem internetowym, ale ciągle badam zainteresowanie, także będę bardzo wdzięczna. Sklep co prawda jeszcze nie działa, ale zainteresowanych zapraszam na fb klik! oraz instagrama klik! Zamówienia można składać przez wiadomości na obydwu tych portalach lub drogą mailową. Koszt zestawu to 188 zł brutto. Z okazji świąt wszystkie paczki pakuję na prezent 🙂

Liczę na Wasze opinie. Miłego wtorku!

 

Pozdrawiam, Joanna Król

PS. Zdjęcia z udziałem dzieci wykonała Lisia Gawiedź kilk!

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

5 sposobów na pozytywny poranek

Dzień dobry!

dziś piszę do Ciebie z Warszawy, ponieważ już czekam z niecierpliwością na Bloggers Meeting. Pierwszy raz będę brała udział w tego typu wydarzeniu, więc nie do końca wiem czego się spodziewać, ale jestem pewna, że będzie inspirująco i kreatywnie! 🙂

Dwa tygodnie temu napisałam post o moich sposobach na zdrowy sen, który został przyjęty lepiej niż się spodziewałam, dlatego dziś chcę się podzielić z Tobą 5 sposobami na pozytywny początek dnia. W końcu to od poranka zależy cały dzień. Przynajmniej ja tak mam, że jak nie zacznę dobrze, to cały dzień jest ponury i rozlazły, a że ostatnio staram się zwiększyć moją produktywność i poprawić jakoś życia to dokładam wszelkich starań, by każdy dzień zacząć pozytywnie!

5-sposobow-na-pozytywny-poranek

Po pierwsze i najważniejsze trzeba zadbać o zdrowy sen, czyli odsyłam do posta z przed dwóch tygodni klik!  🙂 Żaden dzień po nieprzespanej nocy nie będzie w pełni pozytywny i produktywny. Ja potrzebuję MINIMUM 6 godzin snu, jak tyle śpię, to jestem w stanie rano wykrzesać z siebie odrobinę energii na rozpęd. Kiedy zdarzy mi się spać mniej to nie dość, że poranek jest słaby to i reszta dnia i zwykle jeszcze kolejny są rozwalone.

• Po drugie muszę mieć ustalony cel dnia. Zwykle przed snem mniej więcej planuję co zrobię w dniu następnym. Każdy dzień, w którym mam jasno określone zadania do wykonania jest o wiele bardziej produktywny, niż kiedy wstanę i dopiero się zastanawiam co by tu zrobić. I tyczy się to również odpoczynku. Kiedy wieczorem zaplanuję, że następnego dnia odpoczywam i nic nie robię, to wstaję bardziej zrelaksowana i nie nachodzą mnie co chwilę myśli z listą zaległości. 

• Zdarza mi się czasami, że po otworzeniu oczu, nie koniecznie mam ochotę od razu wyskakiwać z łóżka, wtedy włączam sobie jakąś pozytywną piosenkę i od razu nabieram energii do rozpoczęcia dnia. To jedna z moich ulubionych klik! Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy z tego jak duży wpływ ma na mnie muzyka, której słucham. Kiedy odkryłam jej moc, to zaczęłam uważniej wybierać to czego słucham. Tobie też polecam przeanalizować listę utworów.

 Dobrze robi z rana porządne przeciągnięcie! Albo kilka skłonów czy przysiadów. Oczywiście można pójść pobiegać lub poćwiczyć jogę, ale nie wymagajmy od siebie zbyt wiele z samego rana. Wystarczą proste ćwiczenia rozciągające, podczas których weźmiemy kilka głębokich oddechów, a krew zacznie szybciej krążyć po ciele.

Kubek gorącej ulubionej kawy/herbaty i pożywne śniadanie. Zawsze byłam herbatoholiczką, teraz nie zaczynam też dnia bez kawy. Nawet kiedy jestem wyspana to małą czarną wypić muszę! 🙂 I herbatę, szczególnie teraz, kiedy mamy jesień i wielkimi krokami zbliża się zima.

Z okazji samotnego wieczoru w hotelu zrobiłam mały rysunek do posta.

joginka-z-kawa

Jak Ci się podoba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się swoją opinią w komentarzu, a może masz jakieś swoje sprawdzone sposoby na zaczarowanie dnia o poranku?

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

 

 

 

Amazona vs. Annie Sloan vs. Byta-yta – metamorfoza komódki bibliotecznej

Cześć,

jakiś czas temu chwaliłam się zdobyczną komódką biblioteczną z czterema szufladkami, pamiętasz z fb? Jeśli nie to wyglądała ona tak:

komodka-biblioteczna-stara-otwarta

komodka-biblioteczna-stara

Mistrzowska robota stolarska to nie jest, ale że kocham komódki to stwierdziłam, że ją upiększę i będzie przecudna.

Znasz farby Annie Sloan? Słyszałaś o marce Amazon?  Ja do tej pory malowałam farbami Annie Sloan, o innych markach jedynie czytałam. Jednak z okazji organizowanego Bloggers Meeting w Warszawie organizowany przez markę Amazon miałam okazję w końcu wypróbować produkty tej marki. Myślałam, że po ich użyciu będę mogła stwierdzić, która z tych dwóch marek mi bardziej odpowiada, ale nie mogę. Dodatkowo do porównania dodaję farby marki byta-yta, które różnią się od typowych farb kredowych tym, że są robione na bazie oleju lnianego, ale tak jak farby kredowe są wodorozpuszczalne.

Nie umiem tego ocenić, każda ma swoje plusy i minusy. Jak wszystko zresztą. Postanowiłam więc zrobić małe porównanie.

FARBY

               Annie Sloan           vs.         Amazona              vs.            Byta-yta  

ZAPACH                                 niezbyt przyjemny                bez zapachu           ledwo wyczuwalny

KONSYSTENCJA                              gęsta                               aksamitna                           oleista

KRYCIE                                             kryjąca                                 kryjąca                              kryjąca

CZAS SCHNIĘCIA                         20 min.                                15 min.                                 2 h

WYDAJNOŚĆ                           1 l / ok. 10-13m2                                                             1 l / ok. 6-8m2

LICZBA KOLORÓW                           37                                                20                                         14

CENA                                              140 zł/ 1 l                                 125 zł / 0,75 l                      148 zł / 1 l

(wychodzi 166 zł / 1l )

Przy robieniu tych zestawień posiłkowałam się stronami internetowymi w/w marek, jeśli chodzi o zapach to jest to moja subiektywna opinia. Pomimo, że na stronie Annie Sloan jest napisane, że farba jest bezwonna i można nią malować w małych pomieszczeniach bez wentylacji, to ja po dłuższej chwili ten zapach wyczuwam, dla mnie osobiście nie jest najprzyjemniejszym zapachem, ale też mnie nie drażni, natomiast mojej mamie bardzo przeszkadza. Byta-yta malowałam krótko i nic przez tę chwil mi nie przeszkadzało. Mimo to w tej kategorii wygrywa marka Amazona, poza tym, Amazona wygrywa również konsystencją farby. Byta-yta jest jak dla mnie zbyt oleista i rzadka – tak, tak to farba na bazie oleju i chyba nie do końca mi to odpowiada, Annie Sloan jest gęsta, co czasami jest fajne, ale czasami przeszkadza – wtedy możemy farbę rozrzedzić wodą , natomiast farba firmy Amazona pod tym względem jest cudowna. Ma aksamitną konsystencją i bardzo dobrze się rozprowadza. Nie udało mi się znaleźć informacji odnośnie wydajności farby Amazona, jednak wydaje mi się, że wypadnie podobnie do Annie Sloan. Ilością kolorów wygrywa Annie Sloan i również bardziej trafia moją estetykę. Ku mojemu zaskoczeniu Annie Sloan wypada najtańsza! Zawsze słyszę od ludzi, że to taka droga farba i słyszałam kilkakrotnie, że Amazona jest tańsza. Owszem, opakowanie jest tańsze, tylko ma mniejszą pojemność. Po przeliczeniu wychodzi drożej. Ja uwielbiam farby kredowe, mimo że wszystkie mają jedną tę samą wadę, jak ubrudzi się nimi ręce to skóra robi się spierzchnięta. Ja od małego mam problem z suchością skóry i mi to przeszkadza, ale mimo to uwielbiam nimi malować. Może w końcu nauczę się pracować w rękawiczkach 😉 Byta-yta pod tym względem jest lepsza, bo dzięki temu, że jest na bazie oleju lnianego nie wysusza, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję malować tymi farbami w ciut większej ilości i bardziej się do nich przekonam. Narazie pozostają mi obojętne. A między Annie Sloan a Amazoną dalej nie umiem zdecydować. Mam na oku jeszcze jedną markę, którą w niedługim czasie planuję wypróbować. Ciekawa jestem jak ona wypadnie w takim zestawieniu, być może okaże się najlepsza?

A teraz czas na porównanie wosków! Mam nadzieję, że pomoże ono rozwiać moje wątpliwości.

WOSKI

                                                  Annie Sloan              vs.           Amazona          vs.         Byta-yta

ZAPACH                                       przyjemny                                      żrący                                obojętny

KONSYSTENCJA           średni, w kierunku miękkiego        jak masełko                           twardy

CZAS SCHNIĘCIA                            24 h                                                24 h                                    24 h

WYDAJNOŚĆ                                                                                   0,4 l / 6-8m2

PALETA BARW                           4 kolory                                      7 kolorów                       15 kolorów

CENA                                             55 zł/ 0,5 l                                   90 zł / 0,4 l                       300 zł / 1 l

(wychodzi 110 zł / 1 l )             (wychodzi 224 zł / 1 l )

 

Zapach wosku Annie Sloan w moim odczuciu jest przyjemny, kojarzy mi się ze starymi meblami po babci. Wosk Amazonu ma tutaj ogromnego minusa, dlatego że nie tyle co jest nie przyjemny, co po prostu żrący. Sam zapach jak wącham całkiem mi się podoba, ale po dłuższym używaniu, było go czuć w całym pomieszczeniu, a nawet poza nim.  Z natury jestem wrażliwa na różne odczynniki. Poza suchą skórą, mam wrażliwe oczy i drażnią mnie zapachy. Od tego wosku rozbolała mnie głowa i przez większość wczorajszego dnia miałam problem z oczami. (Przez to post jest dopiero dziś! ) Fakt, że ostatnio sporo czytam, sporo czasu spędzam przy komputerze, w domu chodzi ogrzewanie, przez co powietrze jest bardziej suche, ale ten wosk mnie dobił. Na stronie jest zawarta informacja o tym, że może działać drażniąco i podczas jego stosowania powinno się chronić oczy i ręce. Nie jest to więc tylko moja subiektywna opinia. Dla bardziej wrażliwych osób polecam więc woski Annie Sloan. Jeśli chodzi o byta-yta, to jest mi dość obojętny. Nie powalił mnie na kolana, ale też nie zrobił mi krzywdy. Z całej trójki jest najgęstszy, wręcz twardy, więc najtrudniej się go rozprowadza, ale to też ma swoje dobre strony, bo przez to dobrze się wciera w mebel. Najbardziej miękkim woskiem okazał się wosk Amazona. Czas schnięcia wszystkich wosków jest taki sam. Potrzebują one czasu na utwardzenie i już. Nie udało mi się znaleźć informacji odnośnie wydajności wosku Annie Sloan ani Byta-yta. Na stronie Annie Sloan, jedynie jest napisane, że na litr farby zaleca się kupić puszkę wosku o pojemności 500 ml. Wydaje mi się, że najmniej wydajnym woskiem jest Byta-yta. Jegno drugim minusem jest to, że może być stosowany tylko na powierzchnie chłonne. Ja użyłam wosku Amazona w kolorze granatowym na lekko przetartej wcześniej lakierowanej komódce i efekt sama zobaczysz za chwilę. Natomiast myślę, że Byta-yta w tym przypadku by nie przeszła. Byta-yta wygrywa jednak ilością kolorów. Przegrywa Annie Sloan, ale nadrabia ceną, bo znowu wypada najtaniej! W przypadku wosków też nie potrafię podjąć jednoznacznej decyzji. Każdy z tych wosków ma coś w sobie. Najbardziej chyba odpowiada mi konsystencja Amazona, ale ten zapach jest naprawdę uciążliwy… Mam więc nie lada zagwozdkę.

A teraz zobacz efekt moich testów faby i wosku Amazona. Na pomalowanie szufladek i całego wnętrza użyłam nie całe 150 ml farby w kolorze Jeans. Na fronty szufladek i korpus z zewnątrz nałożyłam niepełne dwie warstwy wosku w kolorze granatowym. Szufladki wyłożyłam wzorzystym papierem. Jak Ci się podoba efekt? Ja jestem zachwycona!

szufladka

komodka-biblioteczna

wnetrze-komodki

15102277_10208741516307681_457141454_o

szufladki-z-bliska

komodka-bez-szufladek

pusta-komodka

cala-szufladka-z-bliska

otwarte-szufladki

komodka-w-widoku-z-gory

Lubisz odmieniać meble? Używałaś którejś z testowanych przeze mnie farb? Podoba Ci się moje porównanie i metamorfoza? Koniecznie napisz mi o tym w komentarzu! Jestem strasznie ciekawa Twojego zdania! 🙂

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

metamorfoza starej ramy – miejsce inspiracji

Dzień dobry!

Dziś środa, czyli czas na kolejną metamorfozę! Odkąd zaczęłam robić coś więcej niż zajmować się domem i Tosią i myśleć poważnie o blogu i wdrożeniu moich marzeń w życie, zaczęło mi brakować w domu miejsca, w którym będę mogła trzymać wszelkie wycinki z gazet, inspirujące aforyzmy, listę rzeczy do zrobienia, czy wizytówki, ulotki, których nie mam w danej chwili czasu sprawdzić. I nie, do zdjęć z inspiracjami nie sprawdza mi się komputer. Oczywiście trzymam w nich całe mnóstwo takich zdjęć, ale czasami mam potrzebę się na coś napatrzeć, albo jakieś zdjęcie, które jest inspiracją do konkretnego projektu, który akurat realizuję, lub będę realizować w niedalekiej przyszłości. Zwykle kończy się po prostu tak, że o zdjęciu zapominam, ulotki i wizytówki gniotą się zdecydowanie zbyt długo w różnych torebkach, a inspirujące aforyzmy uciekają gdzieś daleko, zamiast dodawać sił w ciężki poranek. Mam też happy planner w którym zapisuję ważniejsze rzeczy do zrobienia, ale nie oszukujmy się, nie zaglądam do niego co 5 minut, a są takie rzeczy, które musimy zrobić, ale nie dziś, dobrze więc jest je zapisać tak, żeby były jednak w widocznym miejscu i przypominały o sobie.

Przechodząc do dzisiejszej metamorfozy… Jakiś czas temu na starociach znalazłam starą ramę, od razu kiedy ją zobaczyłam wiedziałam, że muszę ją kupić i zrobić z niej tak zwany mood borad, czyli tablicę inspiracji. W tym wypadku to nie tablica, lecz miejsce po prostu, ale myślę że sprawdzi się idealnie 🙂 Nie jest drewniana, ale uznałam to za jej plus. Dzięki temu nie jest ciężka, więc nie muszę się martwić, czy ściana i kołki są odpowiednie. Wystarczą wręcz zwykłe gwoździki. Dalej trwam w szale na farby kredowe, więc od razu wiedziałam, że rama zostanie przemalowana. Początkowo miała być w kolorze duck egg blue z palety barw Annie Sloan, ale później, jak na kobietę przystało, zmieniłam zdanie i przemalowałam ją na abusson blue, również od Annie Sloan. Na wierzchu delikatnie przeciągnęłam dość suchym pędzlem duck egg blue i oto efekt.

15033748_10208679568559026_690880681_n

 

15045577_10208679568639028_695684911_n

Następnie znalazłam koronki. Też standardowo dla mnie:P ale co poradzę, że koronki pasują prawie wszędzie:P Najpierw miałam plan zamocować je klejem na gorąco, ale niestety za wolno schnie i musiałam przykleić jedną stronę, poczekać aż wyschnie, następnie odpowiednio naciągnąć tasiemkę i trzymać palcem aż klej zaschnie! nie lubię stać w miejscu więc poleciałam po taker:P i to rozwiązanie polecam Wam o wiele bardziej 🙂

14962430_10208679569599052_898994895_n

 

14937887_10208679569559051_1046301334_n

 

15050404_10208679569719055_215814204_n

Na koniec wystarczy znaleźć odpowiednie miejsce, powiesić ramę, zebrać ulubione wycinki z gazet, inspirujące zdania, przypiąć drewnianymi mini spinaczami i cieszyć się miejscem inspiracji!

15046264_10208679569759056_1510223722_n

 

15050435_10208679569679054_2052161410_n

 

15049636_10208679569799057_672464331_n

 

Jak podoba Wam się moja dzisiejsza metamorfoza? Lubicie takie miejsca inspiracji? Pochwalcie się swoimi rozwiązaniami w komentarzach! 🙂

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

6 sposobów na zdrowy sen.

Dobry wieczór!

Dzisiaj Was zaskoczę postem z zupełnie innej beczki! Tak jak w poprzednim poście pisałam, ostatnio sporo czasu poświęcam na książki motywacyjne, pracę nad sobą i polepszeniem życia codziennego. Mieliśmy taki okres w życiu, że sporo chorowaliśmy i chyba właśnie ten czas sprawił, że zechciałam każdy dzień wykorzystywać jak najlepiej i wyciągać z życia wszystko co się da. Cieszyć się każdą małą rzeczą. Nie ma nic gorszego niż ciągłe złe samopoczucie, często bóle głowy i chroniczne przemęczenie. Teraz już tak często nie słucham wykładów, ani nie czytam książek w tej tematyce, ale ciągle pracuję nad sobą i nad tym by żyło mi się lepiej. Postanowiłam sobie pewne rzeczy usystematyzować i zapisać, żeby lepiej zapamiętać, a przy okazji może komuś z Was się to przyda 🙂 Początkowo miał być to post ‚5 sposób na dobry humor z rana’, ale pierwszy podpunkt okazał się tak długi, że stwierdziłam iż nadaje się na oddzielny post 😉 Także do rzeczy! Przed Wami:

6-sposobow-na-atelier-rzeczy-ladnych

 


1. 
 Przysłowie „jak sobie pościelesz tak się wyśpisz” jest prawdziwe w dosłownym jego znaczeniu. W przenośni też 😉 U mnie sprawdza się w stu procentach. I myślę, że u większości też. O wiele lepiej mi się śpi w czyściutkiej pachnącej pościeli. Ważna jest wygodna poduszka i odpowiednia kołdra. Zawsze sprawdzam, z której strony mam guziki i zawsze kieruję je jak najdalej od twarzy. Nienawidzę jak coś mnie smyra smyra po twarzy albo wbija mi się w głowę podczas snu. Taka trochę ze mnie księżniczka na ziarnku grochu 😉 Poza pościelą i łóżkiem dla mnie ważne jest żeby spać w pidżamie i żeby była ona wygodna i odpowiednio dostosowana do pory roku. Od małego mama na noc przebierała mnie w pidżamkę i tak mi zostało do dziś. Nie umiem zasnąć w ubraniach, w których chodziłam chociażby po domu.

princess and the pea.jpg
Grafika autorstwa skottieyoung

2. Ważne jest, żeby mieć w sypialni świeże powietrze. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni śpię przy uchylonym oknie. Zimą wietrzę przed snem, 

a okno, pod warunkiem, że nie ma mrozu, rozszczelniam, żeby choć trochę świeżego powietrza wpadało do środka. Jak przypadkiem się zdarzy, że ktoś zapomni zmniejszyć ogrzewanie na noc, i jeszcze dodatkowo nikt nie rozszczelni przynajmniej okna na noc to rano zawsze budzę się  opuchnięta i nie mogę otworzyć oczu. Bardzo długo zajmuje mi wtedy dojście do siebie i zaczęcie normalnego funkcjonowania.

3. Nigdy nie chodzę spać głodna! Nie umiem zasnąć głodna. Nie chodzi mi o to, żeby przed snem zjeść całego kurczaka, ale zadbać o to, żeby odstęp między ostatnim posiłkiem, a pójściem do łóżka nie był zbyt duży. Ewentualnie można po kolacji zjeść jakieś owoce albo orzechy – ja często tak robię 🙂

4. Nie pić zbyt późno kawy, herbaty ani mocnego alkoholu, ani nic co podnosi ciśnienie.

5 . Przynajmniej pół godziny przed snem nie patrzeć w ekrany, czy to telewizora czy komórki. Lepiej przygotować się do snu, umyć, poczytać książkę czy pomedytować, albo poćwiczyć jogę, wyciszyć się i przygotować ciało do odpoczynku.

6. Nie rozmyślać o żadnych problemach, lepiej zostawić je na dzień
następny, a przed snem pomyśleć o czymś miłym, wypoczęty umysł na pewno szybciej znajdzie rozwiązanie każdego problemu!

 

A Wy jakie macie sposoby, żeby dobrze spać? Dodalibyście coś do tej listy? Podoba Wam się post w takiej tematyce? Odpowiedzcie koniecznie w komentarzach!

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

metamorfoza krzesełka dziecięcego

Dobry wieczór!

Obiecałam, że dziś na pewno się pojawi i dotrzymuję słowa. Naprawdę chcę trzymać się określonych dni z dodawaniem postów i uwierzcie mi, kosztuje mnie to wiele pracy i walki ze sobą. Zawsze wszystko robiłam na ostatnią chwilę, zawsze byłam spóźniona. I w końcu dojrzałam do tego, że trzeba to zmienić. Jestem ogromnie zmotywowana, ale łatwo nie jest, dlatego doceńcie mój wysiłek 🙂 W ogóle przez ostatni rok wiele zmieniłam, w moim życiu, nawykach dnia codziennego, podejściu do wielu rzeczy. Przeczytałam kilka książek, naoglądałam się youtuba i wykładadów TEDx. I pomimo tego, iż wiem, że wiele osób nie wierzy w poradniki, książki motywacyjne, naśmiewa się z tego i kpi, to ja stwierdzam, że na mnie podziałało. Być może dlatego, że chciałam coś zmienić, czułam taką potrzebę, ale nie wiedziałam jak, a książki i wykłady, były tylko narzędziem. Wiem jednak, że wystarczy chcieć, a wtedy wszystko wydaje się prostsze i osiągalne 🙂 Jak znacie jakieś ciekawe pozycje z zakresu motywacji to podzielcie się, chętnie przeczytam coś jeszcze 🙂

Krzesełko, które dzisiaj chcę Wam pokazać, dostałam w gratisie do biurka w stylu loftowym, którego metamorfozę pokazywałam tutaj: klik! Początkowo nie mogłam na nie patrzeć, nawet malować mi się go nie chciało. W końcu jednak postanowiłam się za nie zabrać.

krzeselko-przed-malowaniem

Pomimo tego, że przed malowaniem farbami kredowymi nie trzeba szlifować powierzchni mebla, to ja krzesełko delikatnie przetarłam papierem ściernym, dlatego iż posiadało różne zabrudzenia nieznanego pochodzenia (farba?).

 

papier-scierny

 

Wykorzystałam do niego farby oczywiście Annie Sloan, w kolorach Antoinette i Abusson Blue.

14907764_10208634775639231_1498986745_o.jpg

Tosia ostatnio ma fazę na literki, dlatego postanowiłam na oparciu namalować jej literkę T. Wydrukowałam literę w wybranej czcionce, w odpowiedniej wielkości, wycięłam nożykiem do tapet i tak powstał szablon. Jednorazowy, ale dał radę 🙂 Zresztą sami oceńcie efekt! 

wycieta-litera-t

Do krzesełka szablon przykleiłam papierową taśmą, żeby się nie przesuwał.

przyklejony-szablon

Kolory na zdjęciach oczywiście trochę przekłamane. Powyżej są prawie prawdziwe, tyle, że przed woskowaniem. Po woskowaniu abusson blue robi się zupełnie ciemny.

oparcie-krzeselka-z-literka

 

biurko-z-krzeselkiem

 

14959089_10208634776759259_1613304862_o

 

kacik-z-biurkiem-w-pokoju-dzieciecym

 

14924007_10208634777079267_1367138947_o

Jak podoba Wam się nowy wygląd krzesełka? 🙂

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

Zachęcam również do obserwowania mojego drugiego profilu na instagramie, gdzie realizuję roczny projekt, a pokazuję wszystkie drzwi, które napotykam na mojej drodze i czymś mnie zauroczą. klik!

 

 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

Kalendarium warsztatów na Listopad

 

Dzień dobry!

Udało mi się częściowo zrealizować plan jaki miałam już od jakiegoś czasu, czyli zebrać w jedno miejsce wszystkie kreatywne warsztaty z mojej okolicy. Napisałam, że udało mi się to jedynie częściowo, dlatego, że myślę że wszędzie nie dotarłam i że to jest zaledwie cząstka. Jeśli więc wiecie o jakimś miejscu z Dolnego Śląska, gdzie są prowadzone warsztaty kreatywne dla dorosłych, a nie ma ich w moim kalendarium to koniecznie dajcie znać, a ja natychmiast owe kalendarium uzupełnię. Jak sama na coś jeszcze natrafię to również będę na bieżąco uzupełniać. Kalendarium będzie cały czas pod ręką w menu głównym. Jak podoba Wam się taki pomysł? Przyda Wam się taka rozpiska?

 

pedzel-w-dloni

 

We Wrocławiu dodatkowo możecie wybrać się na warsztaty z sitodruku w Panato Sito, przeczytacie o nich tu: klik!

Przy okazji dowiedziałam się, że w Bolesławcu można wybrać się na warsztaty ceramiczne, więcej na ten temat tu: klik!

W Legnicy można zapisać się na lekcje rysunku i malarstwa w Pracowni Poddasze klik!

¤ EDIT ¤

Dzięki wiadomości od Marty z PRZESTRZENI OTWARTEJ, dowiedziałam się o kolejnym miejscu we Wrocławiu, gdzie czekają na Was rozmaite warsztaty kreatywne! Tutaj: klik! możecie przeczytać o wydarzeniach jakie się u nich odbywają. 

LISTOPAD


1. 


2. WROCŁAW – 

                                  • Natura Rzeczy – Łapacz snów klik!  


3. WROCŁAW – 

                                  • Natura Rzeczy – Biosfera las w szkle – klik!  


4. WROCŁAW – 

                                 • Natura Rzeczy – Tapicerowanie Krzesła – klik!  


5. WROCŁAW –

                                 • Meblodziełostylizacja mebli farbami kredowymi Annie Sloan – klik!

                                 Tworzyciele – steampunkowe malowanie na tkaninie – klik!

                                 • Tworzyciele – tworzenie drewnianych zabawek – klik!

LUBIN

                                 • Szminkowanie na zawołanie – warsztaty wizerunku -analiza kolorystyczna – klik!


6.  WROCŁAW –

                                   • Natura Rzeczy – Mydła naturalne – klik!  

                                   • Tworzyciele – batik – klik!


7. WROCŁAW – 

                                  • Natura Rzeczy – Ceramiczna biżuteria – klik!  


8. WROCŁAW – 

                                  • Natura Rzeczy – Ceramika talerze – klik!  


9. WROCŁAW – 

                                  • Natura Rzeczy – Wianek domowy – klik!  


10. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Ogród w szkle – klik!  


11.


12. WROCŁAW – 

                                    • Na Maszynie – kurs szycia na maszynie dla początkujących – klik!

                                    • Natura Rzeczy – Tapicerowanie krzesła – klik!  


13. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Pluszak handmade – klik!  


14. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Łapacz snów – klik!  


15. WROCŁAW – 

                                   • Natura Rzeczy – Mydła naturalne – klik!  


16. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Biosfera – las w szkle – klik!  


17. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Kokedama – wiszący ogród – klik!  


18. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Makramy – klik!  


19. WROCŁAW – 

                                    • PMI Wrocław – myślenie wizualne – klik!


20. WROCŁAW – 

                                     • Natura Rzeczy – Zestaw do kąpieli – klik!  


21. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Wianek domowy – klik!  

 


22. 

 


23.WROCŁAW – 

                                   • Natura Rzeczy – Ogród w szkle – klik!  

 


24. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Biżuteria klik!  

 


25.WROCŁAW – 

                                   • Natura Rzeczy – Kokedama – wiszący ogród – klik!


26.


27.  WROCŁAW – 

                                     • Natura Rzeczy – Mandala – klik!  


28. WROCŁAW – 

                                     • Natura Rzeczy – Tapicerowanie krzesła – klik!  


29.


30. WROCŁAW – 

                                    • Natura Rzeczy – Mandala – klik!  


5 sposobów na jesienne świeczniki

Cześć!

ostatnio już pisałam, że kocham jesień, te dni kiedy świeci słońce i jest taka prawdziwa ‚polska złota jesień’, kiedy można wyjść na spacer po parku, zbierać liście i cieszyć się ciepełkiem jakie daje słońce, ale są też te dni, gdy słońca nie ma, wieje wiatr, pada deszcz, jest buro i ponuro. Wtedy trzeba sobie umilić atmosferę w domu i siedzenie pod kocykiem, a nic nie tworzy lepiej nastroju niż świeczki 🙂 Pokazywałam jak można je zrobić samemu tutaj: klik!. Jeśli jednak nie macie materiałów do robienia świeczek, albo po prostu nie chcecie tego robić, ale chcecie coś więcej niż zwykłe świeczki to wykorzystajcie zwykłe świeczki do podgrzewaczy, szklanki po nutelli lub te zwykłe z ikei, słoiki, butelki a do przyozdobienia to co macie w domu, czyli koronki, tasiemki, sznureczki i co najważniejsze, znajdźcie ozdoby podczas spacerów w te piękne dni, których ostatnio mamy tak mało:)

5-sposobow-na-atelier-rzeczy-ladnych

Pierwsza opcja to szklanka, zwykła prosta, bawełniana koronka, taśma dwustronna i suszki. W pasmanteriach można kupić teraz bawełnianą koronkę już z taśmą, ale jest bardzo droga, widziałam też taką w KIKu i była dużo tańsza niż w pasmanterii, ale chyba w dalszym ciągu bardziej opłaca się kupić dowolną koronkę, czy inną tasiemkę i taśmę 🙂

galazki-i-koronka-na-stole

swiecznik-z-galazkami-z-boku

swiecznik-z-galazkami-i-koronkoa

swiecznik-z-galazkami

swieczka-w-swieczniku-z-galazkami

 

Drugi wariant to podobny zestaw, lecz zamiast szklanki użyłam słoika, a zamiast suszonych kwiatów – liście. Mój słoik kupiłam w pepco, chyba za 2,99.

 

szklanka-lisc-i-koronka

 

swiecznik-z-lisciem-z-gory

sloik-z-lisciem

swiecznik-z-lisciem

Trzecia opcja to znowu szklanka, tym razem po nutelli i Flamaster do szkła, folii, metalu. Moje najnowsze odkrycie. Nazywa się Pearl Marker, kosztuje 20 zł z gorszem i do złudzenia przypomina mi farby do malowania po szkle jakimi malowałam w dzieciństwie, z tą różnicą, że jest w formie flamastra, więc jest wygodniejszy w użyciu. Myślę, że świetnie się sprawdzi bliżej świąt, do ozdabiania bombek, okien, czy prezentów. Zanim zaczniemy malowanie na szklance proponuję poszkicować sobie na kartce i dopiero zdecydować się na konkretny wzór. Ja zdecydowałam się na kolor złoty, pasuje mi do koloru liści, ale kupując go myślałam już właśnie o świętach i złotych dodatkach 🙂 Co warto wiedzieć, to to, że jak coś się nam nie uda to łatwo można od razu zetrzeć, ale trzeba działać od razu, bo farba dość szybko schnie.

szklanka-i-flamaster

pomalowana-szkanka

swiecznik-pomalowany-z-cieniem

Czwarta propozycja to  szklane butelki, które trzymałam już od wakacji. Kawa była pyszna, a butelki tak urocze, że nie potrafiłam ich wyrzucić. Zwykłe białe świeczki i znowu koronki i suszki. Prawda, że koronki pasują do wszystkiego ? 😉

butelka-koronka-swieczka

Najpierw nakleiłam na butelkę pasek taśmy, na to koronkę, później poniżej koronki znowu taśmę, na nią koronkę i jeszcze raz to samo. Tak, że powstały mi trzy warstwy nachodzących na siebie pasm.

 

butelka-z-tasma-klejaca

butelka-w-koronce

butelka-z-koronka-i-tasma

Świeczkę owinęłam koronką, bo była chudsza niż szyjka butelki. W ten sposób dobrze siedzi.

 

butelka-ubrana-w-koronke

Powtykałam w koronkę suszki i gotowe.

0607

 

09

 

palace-sie-swieczki

 

zapalone-swieczki

 

Piąta możliwość to idealnie pasujący jesienią lampion z dyni, znany Wam już z zeszłego tygodnia i tego postu klik! Wystarczy dynia, nóż i najtańsze świeczki.

 

dynia-w-kropki-podswietlona

 

Jak podobają Wam się moje wariacje na temat świeczników? Lubicie? czy wolicie gotowce ze sklepu? Napiszcie mi o tym koniecznie w komentarzu!

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

zmiany na blogu + stół DIY

Dzień Dobry! 🙂

miał być wieczorem post, i był napisany, ale oczywiście mi go wcięło. Musiałam więc stworzyć go dla Was na nowo, później okazało się, że nie mogę załadować zdjęć, dlatego dodaję go dopiero dziś. W końcu!  Jak widzicie zmieniłam nazwę bloga, oraz logo. Wykupiłam swoją domenę i mam specjalnego mejla skonfigurowanego z moją domeną – joanna@atelierrzeczyladnych.pl – na którego możecie pisać do mnie wiadomości. Dość długo się nad tym zastanawiałam, ciężko było mi podjąć decyzję, ale w końcu się udało. I powiem Wam, że bardzo dobrze się z tym czuję. Decyzję tą podjęłam, dlatego, że miałam ciągle ambiwalentne uczucia co do bloga. Niby go prowadziłam i coś robiłam, niby nie. A kto mnie zna, wie że nic bardziej nie lubię od jasnych sytuacji. Dlatego postanowiłam bloga prowadzić na poważnie i na poważnie robić to co dotychczas było tylko hobby, którym zajmowałam się w wolnym czasie. W związku z tym, w najbliższym czasie spodziewajcie się również zmiany wyglądu bloga oraz nowe podstrony, między innymi ofertę usług oraz w przyszłości mój własny sklep internetowy. W związku właśnie z tym, że chcę prowadzić sklep postanowiłam zmienić nazwę co wiązało się z opracowaniem nowego logo. Mam nadzieję, że nie skończy się tylko na tych słowach i obietnicach, a uda mi się w niedługim czasie wszystkie plany wcielić w życie i cieszyć się swoim sukcesem.

stol-kuchenny-nogi-od-maszyny

 

Jako, że dziś środa to mam dla Was nie tak całkiem małe, ale bardzo proste DIY. Stare żeliwne nogi od maszyn wielbię od zawsze, jako dziecko, kiedy odwiedzałam babcię, ‚pedałowałam’ na maszynie, później uczyłam się na takiej szyć. Teraz niestety nie szyję, ale sentyment pozostał a nogi dalej powalają mnie swoim urokiem, dlatego kiedy mogę to je wykorzystuję. Kiedyś służyły mi jako nogi do biurka, tym razem jako nogi do stołu kuchennego. Z posta o stołku Bekvam klik!wiecie, że kuchnia moich rodziców jest wyjątkowo wąska. Wcześniej stał w niej okrągły stół, ale nie był zbyt praktyczny, dlatego namówiłam mamę na zamianę na dość długi i wąski. Wykorzystałyśmy do tego żeliwne nogi od maszyny oraz gotowy blat kuchenny z drewna bukowego z ikei, który pomalowałam standardowo farbą kredową Annie Sloan, lecz tym razem zrobiłam mały eksperyment i zamiast wosku zabezpieczyłam go satynowym lakierem do drewna. Muszę przyznać, że trochę obawiałam się efektu, ale nie potrzebnie bo wyszło bardzo ładnie. Ciekawa jestem jak będzie za jakiś czas w użytkowaniu. Tosia wyjątkowo często zachlapuje i brudzi stół przy śniadaniu 😉

stol-w-kuchni-z-nog-od-starej-maszyny

 

stol-w-kuchni-malowany-blat

 

stol-kuchenny

Nad stołem wisi półka, którą z bliska możecie zobaczyć tu: klik!

Jak podobają Wam się zmiany, plany i stół? Lubicie żeliwne nogi od starych maszyn? 🙂

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.