Amazona vs. Annie Sloan vs. Byta-yta – metamorfoza komódki bibliotecznej

Cześć,

jakiś czas temu chwaliłam się zdobyczną komódką biblioteczną z czterema szufladkami, pamiętasz z fb? Jeśli nie to wyglądała ona tak:

komodka-biblioteczna-stara-otwarta

komodka-biblioteczna-stara

Mistrzowska robota stolarska to nie jest, ale że kocham komódki to stwierdziłam, że ją upiększę i będzie przecudna.

Znasz farby Annie Sloan? Słyszałaś o marce Amazon?  Ja do tej pory malowałam farbami Annie Sloan, o innych markach jedynie czytałam. Jednak z okazji organizowanego Bloggers Meeting w Warszawie organizowany przez markę Amazon miałam okazję w końcu wypróbować produkty tej marki. Myślałam, że po ich użyciu będę mogła stwierdzić, która z tych dwóch marek mi bardziej odpowiada, ale nie mogę. Dodatkowo do porównania dodaję farby marki byta-yta, które różnią się od typowych farb kredowych tym, że są robione na bazie oleju lnianego, ale tak jak farby kredowe są wodorozpuszczalne.

Nie umiem tego ocenić, każda ma swoje plusy i minusy. Jak wszystko zresztą. Postanowiłam więc zrobić małe porównanie.

FARBY

               Annie Sloan           vs.         Amazona              vs.            Byta-yta  

ZAPACH                                 niezbyt przyjemny                bez zapachu           ledwo wyczuwalny

KONSYSTENCJA                              gęsta                               aksamitna                           oleista

KRYCIE                                             kryjąca                                 kryjąca                              kryjąca

CZAS SCHNIĘCIA                         20 min.                                15 min.                                 2 h

WYDAJNOŚĆ                           1 l / ok. 10-13m2                                                             1 l / ok. 6-8m2

LICZBA KOLORÓW                           37                                                20                                         14

CENA                                              140 zł/ 1 l                                 125 zł / 0,75 l                      148 zł / 1 l

(wychodzi 166 zł / 1l )

Przy robieniu tych zestawień posiłkowałam się stronami internetowymi w/w marek, jeśli chodzi o zapach to jest to moja subiektywna opinia. Pomimo, że na stronie Annie Sloan jest napisane, że farba jest bezwonna i można nią malować w małych pomieszczeniach bez wentylacji, to ja po dłuższej chwili ten zapach wyczuwam, dla mnie osobiście nie jest najprzyjemniejszym zapachem, ale też mnie nie drażni, natomiast mojej mamie bardzo przeszkadza. Byta-yta malowałam krótko i nic przez tę chwil mi nie przeszkadzało. Mimo to w tej kategorii wygrywa marka Amazona, poza tym, Amazona wygrywa również konsystencją farby. Byta-yta jest jak dla mnie zbyt oleista i rzadka – tak, tak to farba na bazie oleju i chyba nie do końca mi to odpowiada, Annie Sloan jest gęsta, co czasami jest fajne, ale czasami przeszkadza – wtedy możemy farbę rozrzedzić wodą , natomiast farba firmy Amazona pod tym względem jest cudowna. Ma aksamitną konsystencją i bardzo dobrze się rozprowadza. Nie udało mi się znaleźć informacji odnośnie wydajności farby Amazona, jednak wydaje mi się, że wypadnie podobnie do Annie Sloan. Ilością kolorów wygrywa Annie Sloan i również bardziej trafia moją estetykę. Ku mojemu zaskoczeniu Annie Sloan wypada najtańsza! Zawsze słyszę od ludzi, że to taka droga farba i słyszałam kilkakrotnie, że Amazona jest tańsza. Owszem, opakowanie jest tańsze, tylko ma mniejszą pojemność. Po przeliczeniu wychodzi drożej. Ja uwielbiam farby kredowe, mimo że wszystkie mają jedną tę samą wadę, jak ubrudzi się nimi ręce to skóra robi się spierzchnięta. Ja od małego mam problem z suchością skóry i mi to przeszkadza, ale mimo to uwielbiam nimi malować. Może w końcu nauczę się pracować w rękawiczkach 😉 Byta-yta pod tym względem jest lepsza, bo dzięki temu, że jest na bazie oleju lnianego nie wysusza, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję malować tymi farbami w ciut większej ilości i bardziej się do nich przekonam. Narazie pozostają mi obojętne. A między Annie Sloan a Amazoną dalej nie umiem zdecydować. Mam na oku jeszcze jedną markę, którą w niedługim czasie planuję wypróbować. Ciekawa jestem jak ona wypadnie w takim zestawieniu, być może okaże się najlepsza?

A teraz czas na porównanie wosków! Mam nadzieję, że pomoże ono rozwiać moje wątpliwości.

WOSKI

                                                  Annie Sloan              vs.           Amazona          vs.         Byta-yta

ZAPACH                                       przyjemny                                      żrący                                obojętny

KONSYSTENCJA           średni, w kierunku miękkiego        jak masełko                           twardy

CZAS SCHNIĘCIA                            24 h                                                24 h                                    24 h

WYDAJNOŚĆ                                                                                   0,4 l / 6-8m2

PALETA BARW                           4 kolory                                      7 kolorów                       15 kolorów

CENA                                             55 zł/ 0,5 l                                   90 zł / 0,4 l                       300 zł / 1 l

(wychodzi 110 zł / 1 l )             (wychodzi 224 zł / 1 l )

 

Zapach wosku Annie Sloan w moim odczuciu jest przyjemny, kojarzy mi się ze starymi meblami po babci. Wosk Amazonu ma tutaj ogromnego minusa, dlatego że nie tyle co jest nie przyjemny, co po prostu żrący. Sam zapach jak wącham całkiem mi się podoba, ale po dłuższym używaniu, było go czuć w całym pomieszczeniu, a nawet poza nim.  Z natury jestem wrażliwa na różne odczynniki. Poza suchą skórą, mam wrażliwe oczy i drażnią mnie zapachy. Od tego wosku rozbolała mnie głowa i przez większość wczorajszego dnia miałam problem z oczami. (Przez to post jest dopiero dziś! ) Fakt, że ostatnio sporo czytam, sporo czasu spędzam przy komputerze, w domu chodzi ogrzewanie, przez co powietrze jest bardziej suche, ale ten wosk mnie dobił. Na stronie jest zawarta informacja o tym, że może działać drażniąco i podczas jego stosowania powinno się chronić oczy i ręce. Nie jest to więc tylko moja subiektywna opinia. Dla bardziej wrażliwych osób polecam więc woski Annie Sloan. Jeśli chodzi o byta-yta, to jest mi dość obojętny. Nie powalił mnie na kolana, ale też nie zrobił mi krzywdy. Z całej trójki jest najgęstszy, wręcz twardy, więc najtrudniej się go rozprowadza, ale to też ma swoje dobre strony, bo przez to dobrze się wciera w mebel. Najbardziej miękkim woskiem okazał się wosk Amazona. Czas schnięcia wszystkich wosków jest taki sam. Potrzebują one czasu na utwardzenie i już. Nie udało mi się znaleźć informacji odnośnie wydajności wosku Annie Sloan ani Byta-yta. Na stronie Annie Sloan, jedynie jest napisane, że na litr farby zaleca się kupić puszkę wosku o pojemności 500 ml. Wydaje mi się, że najmniej wydajnym woskiem jest Byta-yta. Jegno drugim minusem jest to, że może być stosowany tylko na powierzchnie chłonne. Ja użyłam wosku Amazona w kolorze granatowym na lekko przetartej wcześniej lakierowanej komódce i efekt sama zobaczysz za chwilę. Natomiast myślę, że Byta-yta w tym przypadku by nie przeszła. Byta-yta wygrywa jednak ilością kolorów. Przegrywa Annie Sloan, ale nadrabia ceną, bo znowu wypada najtaniej! W przypadku wosków też nie potrafię podjąć jednoznacznej decyzji. Każdy z tych wosków ma coś w sobie. Najbardziej chyba odpowiada mi konsystencja Amazona, ale ten zapach jest naprawdę uciążliwy… Mam więc nie lada zagwozdkę.

A teraz zobacz efekt moich testów faby i wosku Amazona. Na pomalowanie szufladek i całego wnętrza użyłam nie całe 150 ml farby w kolorze Jeans. Na fronty szufladek i korpus z zewnątrz nałożyłam niepełne dwie warstwy wosku w kolorze granatowym. Szufladki wyłożyłam wzorzystym papierem. Jak Ci się podoba efekt? Ja jestem zachwycona!

szufladka

komodka-biblioteczna

wnetrze-komodki

15102277_10208741516307681_457141454_o

szufladki-z-bliska

komodka-bez-szufladek

pusta-komodka

cala-szufladka-z-bliska

otwarte-szufladki

komodka-w-widoku-z-gory

Lubisz odmieniać meble? Używałaś którejś z testowanych przeze mnie farb? Podoba Ci się moje porównanie i metamorfoza? Koniecznie napisz mi o tym w komentarzu! Jestem strasznie ciekawa Twojego zdania! 🙂

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

metamorfoza starej ramy – miejsce inspiracji

Dzień dobry!

Dziś środa, czyli czas na kolejną metamorfozę! Odkąd zaczęłam robić coś więcej niż zajmować się domem i Tosią i myśleć poważnie o blogu i wdrożeniu moich marzeń w życie, zaczęło mi brakować w domu miejsca, w którym będę mogła trzymać wszelkie wycinki z gazet, inspirujące aforyzmy, listę rzeczy do zrobienia, czy wizytówki, ulotki, których nie mam w danej chwili czasu sprawdzić. I nie, do zdjęć z inspiracjami nie sprawdza mi się komputer. Oczywiście trzymam w nich całe mnóstwo takich zdjęć, ale czasami mam potrzebę się na coś napatrzeć, albo jakieś zdjęcie, które jest inspiracją do konkretnego projektu, który akurat realizuję, lub będę realizować w niedalekiej przyszłości. Zwykle kończy się po prostu tak, że o zdjęciu zapominam, ulotki i wizytówki gniotą się zdecydowanie zbyt długo w różnych torebkach, a inspirujące aforyzmy uciekają gdzieś daleko, zamiast dodawać sił w ciężki poranek. Mam też happy planner w którym zapisuję ważniejsze rzeczy do zrobienia, ale nie oszukujmy się, nie zaglądam do niego co 5 minut, a są takie rzeczy, które musimy zrobić, ale nie dziś, dobrze więc jest je zapisać tak, żeby były jednak w widocznym miejscu i przypominały o sobie.

Przechodząc do dzisiejszej metamorfozy… Jakiś czas temu na starociach znalazłam starą ramę, od razu kiedy ją zobaczyłam wiedziałam, że muszę ją kupić i zrobić z niej tak zwany mood borad, czyli tablicę inspiracji. W tym wypadku to nie tablica, lecz miejsce po prostu, ale myślę że sprawdzi się idealnie 🙂 Nie jest drewniana, ale uznałam to za jej plus. Dzięki temu nie jest ciężka, więc nie muszę się martwić, czy ściana i kołki są odpowiednie. Wystarczą wręcz zwykłe gwoździki. Dalej trwam w szale na farby kredowe, więc od razu wiedziałam, że rama zostanie przemalowana. Początkowo miała być w kolorze duck egg blue z palety barw Annie Sloan, ale później, jak na kobietę przystało, zmieniłam zdanie i przemalowałam ją na abusson blue, również od Annie Sloan. Na wierzchu delikatnie przeciągnęłam dość suchym pędzlem duck egg blue i oto efekt.

15033748_10208679568559026_690880681_n

 

15045577_10208679568639028_695684911_n

Następnie znalazłam koronki. Też standardowo dla mnie:P ale co poradzę, że koronki pasują prawie wszędzie:P Najpierw miałam plan zamocować je klejem na gorąco, ale niestety za wolno schnie i musiałam przykleić jedną stronę, poczekać aż wyschnie, następnie odpowiednio naciągnąć tasiemkę i trzymać palcem aż klej zaschnie! nie lubię stać w miejscu więc poleciałam po taker:P i to rozwiązanie polecam Wam o wiele bardziej 🙂

14962430_10208679569599052_898994895_n

 

14937887_10208679569559051_1046301334_n

 

15050404_10208679569719055_215814204_n

Na koniec wystarczy znaleźć odpowiednie miejsce, powiesić ramę, zebrać ulubione wycinki z gazet, inspirujące zdania, przypiąć drewnianymi mini spinaczami i cieszyć się miejscem inspiracji!

15046264_10208679569759056_1510223722_n

 

15050435_10208679569679054_2052161410_n

 

15049636_10208679569799057_672464331_n

 

Jak podoba Wam się moja dzisiejsza metamorfoza? Lubicie takie miejsca inspiracji? Pochwalcie się swoimi rozwiązaniami w komentarzach! 🙂

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza krzesełka dziecięcego

Dobry wieczór!

Obiecałam, że dziś na pewno się pojawi i dotrzymuję słowa. Naprawdę chcę trzymać się określonych dni z dodawaniem postów i uwierzcie mi, kosztuje mnie to wiele pracy i walki ze sobą. Zawsze wszystko robiłam na ostatnią chwilę, zawsze byłam spóźniona. I w końcu dojrzałam do tego, że trzeba to zmienić. Jestem ogromnie zmotywowana, ale łatwo nie jest, dlatego doceńcie mój wysiłek 🙂 W ogóle przez ostatni rok wiele zmieniłam, w moim życiu, nawykach dnia codziennego, podejściu do wielu rzeczy. Przeczytałam kilka książek, naoglądałam się youtuba i wykładadów TEDx. I pomimo tego, iż wiem, że wiele osób nie wierzy w poradniki, książki motywacyjne, naśmiewa się z tego i kpi, to ja stwierdzam, że na mnie podziałało. Być może dlatego, że chciałam coś zmienić, czułam taką potrzebę, ale nie wiedziałam jak, a książki i wykłady, były tylko narzędziem. Wiem jednak, że wystarczy chcieć, a wtedy wszystko wydaje się prostsze i osiągalne 🙂 Jak znacie jakieś ciekawe pozycje z zakresu motywacji to podzielcie się, chętnie przeczytam coś jeszcze 🙂

Krzesełko, które dzisiaj chcę Wam pokazać, dostałam w gratisie do biurka w stylu loftowym, którego metamorfozę pokazywałam tutaj: klik! Początkowo nie mogłam na nie patrzeć, nawet malować mi się go nie chciało. W końcu jednak postanowiłam się za nie zabrać.

krzeselko-przed-malowaniem

Pomimo tego, że przed malowaniem farbami kredowymi nie trzeba szlifować powierzchni mebla, to ja krzesełko delikatnie przetarłam papierem ściernym, dlatego iż posiadało różne zabrudzenia nieznanego pochodzenia (farba?).

 

papier-scierny

 

Wykorzystałam do niego farby oczywiście Annie Sloan, w kolorach Antoinette i Abusson Blue.

14907764_10208634775639231_1498986745_o.jpg

Tosia ostatnio ma fazę na literki, dlatego postanowiłam na oparciu namalować jej literkę T. Wydrukowałam literę w wybranej czcionce, w odpowiedniej wielkości, wycięłam nożykiem do tapet i tak powstał szablon. Jednorazowy, ale dał radę 🙂 Zresztą sami oceńcie efekt! 

wycieta-litera-t

Do krzesełka szablon przykleiłam papierową taśmą, żeby się nie przesuwał.

przyklejony-szablon

Kolory na zdjęciach oczywiście trochę przekłamane. Powyżej są prawie prawdziwe, tyle, że przed woskowaniem. Po woskowaniu abusson blue robi się zupełnie ciemny.

oparcie-krzeselka-z-literka

 

biurko-z-krzeselkiem

 

14959089_10208634776759259_1613304862_o

 

kacik-z-biurkiem-w-pokoju-dzieciecym

 

14924007_10208634777079267_1367138947_o

Jak podoba Wam się nowy wygląd krzesełka? 🙂

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

Zachęcam również do obserwowania mojego drugiego profilu na instagramie, gdzie realizuję roczny projekt, a pokazuję wszystkie drzwi, które napotykam na mojej drodze i czymś mnie zauroczą. klik!

 

 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

5 sposobów na dekorację z dyni

Dzień dobry!

w tym tygodniu postanowiłam się poprawić i oto jest w ten sobotni poranek post z dynią w roli głównej. Nie wiem jak Wy, ale ja kocham jesień. Kolorowe liście, poranną mgłę, wiatr we włosach i zaczerwienione policzki. Lubię spacery w ciepłe jesienne dni, ale i siedzieć pod kocem i jeść pieczone jabłko w te dni, gdy jest pochmurno i pada. Lubię ciepłe skarpety i grube swetry. Gorącą kąpiel w wannie i herbatę z miodem. Koloru pomarańczowego jako takiego nie lubię, ale dynia już dawno skradła moje serce i jesienią często po nią sięgam.

 

5 sposobów na.jpg

Jednak moja natura, nie pozwala mi obrać dyni ze skóry, i wyrzucić ich od razu do kosza, tylko zawsze dynię wydrążam i robię z niej ozdobę do domu. Najlepsze dynie u mnie w mieście trafiają się na targu, w soboty mam pomocnika do zakupów, więc razem wybieramy dynie, a później w domu wspólnie drążymy, pestki prażymy, gotujemy zupę krem, a z pozostałości tworzymy za każdym razem coś innego.

 

tosia-z-dynia

Jako pierwszy zrobiłyśmy lampion. Najpierw wycięłam otwory w kształcie kół u góry i dołu dyni, następnie wyjęłam wszystkie pestki wraz z miękkim miąższem, a później zaczęłam drążyć.

dynia-z-wbitym-nozem

 

dynia-z-reka-tosi

dynia-z-nozem-do-wycinania-ogryzkow

Znacie nóż do wycinania ogryzków z jabłek? Jak dla mnie nim najwygodniej wydrąża sie dynię i tak samo wygodnie wycina dziurki 🙂

dynia-w-kropki

 

dynia-w-kropki-podswietlona

 

Ci z Was, którzy śledzą mnie na fb to drugą wersję znajdą doskonale. Mianowicie wrzos w dyni. Dynię wydrążyłam i posłużyła jako osłonka na doniczkę. Czyż efekt nie jest uroczy?

dynia-i-wrzos

 

uag29p9btxanoh3nhedtw_thumb_328a

 

• Trzecia opcja to znowu lampion. Miała być standardowa haloweenowa twarz, ale Tosia chciała kota, więc jest kot. Też części z Was znany z fb. Najpierw na już wydrążonej dyni kota narysowałam ołówkiem, później wzięłam się za wycinanie nożykiem kuchennym. Bałam się, że mi nie wyjdzie, ale jest całkiem całkiem 😉 

szkic-kota-na-dyni

 

dynia-z-wycietym-kotem

 

dynia-z-wycietym-kotem-podswietlona

 

14813723_10208520515902809_696983138_n

 

14813701_10208520516662828_1730634705_n

 

Czas na nie drążone dynie i patisony. Ostatnio mam małą obsesję na punkcie malowania farbami kredowymi. Niektórzy śmieją się ze mnie, że wszystko bym przemalowała. Pomalowałam, więc i dynie. Oczywiście farbami Annie Sloan. Użyłam koloru Abusson Blue i Egg shell blue oraz miedziane płatki i klej do metalu. Tę dynię i małe patisony postanowiłam pomalować na gładko, tylko nadać im moje ulubione kolory i zrobić jesienną dekorację.

malowana-dynia-granatowa

 

dynia-i-patisony

 

dynia-granatowa-z-kasztanami

 

granatowy-patison-malowany

 

dynia-z-miedzianym-wykonczeniem

Ostatnia opcja to również malowane dynie.  Tym razem użyłam farby Annie Sloan w kolorze pure, oraz zwykłej akrylowej w kolorze czarnym. Na wesoło i do nowoczesnych wnętrz lub pokoju dziecięcego 😉 Białą farbą musiałam w przeciwieństwie do poprzedniej wersji pomalować dwukrotnie, w celu dobrego krycia. Po wyschnięciu znowu naszkicowałam ołówkiem wzór i pomalowałam cienkim pędzelkiem. I gotowe! Można również przygotować sobie szablon, drukując i wycinając wzór. Dla mnie szybciej było zrobić to ręcznie, ale wiem, że nie wszyscy by sobie dobrze poradzili z odręcznym rysunkiem na kulistej dyni, dlatego polecam szablony! 🙂

biale-malowane-dynie

 

dynie-ze-szkicami

 

dynie-biale-z-wasem-i-ustami

 

dynie-biale-na-czarno-rozowym-tle

 

Lubicie dekoracje z dyni w okresie jesiennym? Która opcja przypadła Wam najbardziej do gustu i podjęłybyście się wykonania? 🙂

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

 

 

 

metamorfoza kuchennej półki

Cześć,

Dawno nie było tu żadnej metamorfozy. Półkę, którą Ci dzisiaj pokażę zrobiłam już jakiś czas temu, ale wiesz jak to jest z facetami, trochę musiałam poczekać, aż zawiśnie na ścianie i będę mogła zrobic odpowiednie zdjecia 🙂  Półkę kupiłam zupełnie przypadkowo na targu, takim z warzywami, gdzie na końcu stoi kilku facetów i sprzedaje co dało się z domu wynieść. Jak zapytałam o cenę półki to usłyszałam ‚a jest Pani zainteresowana, czy tak tylko pyta?”, nigdy nie zrozumiem toku rozumowania takich ludzi. Przecież gdybym zainteresowana nie była to bym nie pytała. Tu wychodzi mój charakterek, nie lubię tracić czasu na bez sensowne działania. Lubię konkrety. Tak czy siak Pan półkę mi sprzedał i powiedział, że żona wystrój kuchni zmieniała i jej nie pasowała kolorystycznie 😉 a ja od razu jak ją zobaczyłam to wiedziałam, że jeśli zabiorę ją ze sobą do domu to zaczarujęna biało 🙂

W dniu zakupu półka wyglądała tak (nie dość, że ciężka to nieporęczna, ledwo doniosłam do auta)

unadjustednonraw_thumb_2920-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293b-kopia

Chciałam użyć farby kredowej Annie Sloan, dlatego tylko deliktnie przetarłam papierem ściernym, odkurzyłam i odtłuściłam benzyną ekstrakcyjną.

unadjustednonraw_thumb_292c-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_2927-kopia

Następnie wzięłam się za malowanie. Farbę tak jak pisałam wybrałam Annie Sloan, tym razem w kolorze Pure. Malowałam pędzlem, dwie warstwy, pózniej przetarłam papierem ściernym, odkurzyłam, położyłam kolejna warstwę farby, znowu przetarłam, odkurzyłam i zawoskowalam.

 

unadjustednonraw_thumb_2930-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293a-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293e-kopia

A pózniej czekałam dwa tygodnie aż zawiśnie na ścianie 😉

unadjustednonraw_thumb_3043-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3047-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3045-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3050-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3044-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3048-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3078-kopia

Jak Wam się podoba taka półka i taki styl? Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się opinią w komentarzu 🙂

Pozdrawiam ciepło, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.